Jak przytrzymać kota u lekarza

Wizyty w gabinecie weterynaryjnym to nic przyjemnego – zwykle stresują się i kot i Opiekun. Jeśli jednak wiemy jak skutecznie przytrzymać zwierzaka podczas badania możemy skrócić jego czas, co będzie równoznaczne z minimalizacją stresu u pacjenta. Oto krótki ilustrowany poradnik zawierający moje ulubione chwyty, których używam gdy trafiam do gabinetu z kotem. Mam nadzieję, że te podpowiedzi okażą się przydatne*. 

Tytułem wstępu

Koty są różne – jedne nie przejmują się niczym i w każdym miejscu czują się jak w domu, dla innych wyjazd do lecznicy to ogromne przeżycie. I to przeżycie może być manifestowane na wiele różnych sposobów. Niektóre koty syczą i warczą, inne bronią się łapami lub biegają po gabinecie szukając schronienia, jeszcze inne odmawiają wyjścia z transporterka, albo zamierają w bezruchu zmieniając się w drżącą z nerwów kulę. Jednak statystycznie najmniej kotów atakuje – nie jest to bowiem reakcja gatunkowo preferowana: kot potrafi włożyć dużo wysiłku w to, by nie doprowadzić do starcia, gdyż wie, że zawsze może przegrać. Dlatego zwykle atakują te koty, które odczuwają silny ból, lub które mają tak wysoki poziom stresu, że nie widzą innej możliwości obrony. I to kolejny powód, dla którego wizyta w gabinecie powinna przebiegać szybko i skutecznie. Żeby tak było potrzebne są wprawne ręce, by takiego zdenerwowanego i przestraszonego kota dobrze i bezpiecznie przytrzymać.

Do poniższego materiału wybrałam Opka – najmłodszego, największego i jednocześnie najbardziej strachliwego z moich kotów. Dlaczego? Dlatego, że jeśli coś działa w stosunku do niego, to działa też w stosunku do moich pozostałych zwierząt. Jeśli jest chwyt, w  którym trzymam go pewnie, to wiem, że sprawdzi się też przy kotach mniejszych i słabszych. A uwierzcie mi, że nie jest prosto utrzymać 7 kg wijącego się futra. Poniżej prezentujemy więc wspólnie kilka podstawowych chwytów, których używam przy badaniach – mam nadzieję, że będą dla Was pomocne.

Trzymanie na rękach

Zazwyczaj wszystko zaczyna się od wyjęcia kota z transportera i postawienia go na stole do badań. Oczywiście ideałem jest aby kot sam opuścił pojemnik i wyszedł do lekarza, jednak nie zawsze są ku temu czas i możliwości. Niektóre koty (np. moje) nie lubią siedzieć na stole i same wspinają się na ręce Opiekuna w przerwach między medycznymi procedurami. Czasem trzeba też kota przenieść w obrębie gabinetu (np. żeby go zważyć). Wówczas staram się stosować chwyt widoczny na zdjęciu:

Trzymam Opka przed sobą, na wysokości klatki piersiowej, prawą ręką obejmuję jego górną połowę ciała oraz trzymam przednie łapki, natomiast lewą podtrzymuję jego tył w taki sposób, że zwierzak praktycznie siedzi mi na ręce. Uścisk jest zdecydowany, ale nie na tyle mocny, by był niekomfortowy. Kot przylega do mnie dużą powierzchnią ciała, co pozwala mi wyczuwać jego ruchy oraz napięcie mięśni: jeśli poczuję, że spina się do skoku lub innego gwałtownego manewru mogę delikatnie zwiększyć uścisk unieruchamiając go. To pewna i bezpieczna pozycja, w której mogę uprzedzać kolejne ruchy zwierzaka.

Trzymanie na stole

Spora część procedur takich jak osłuchiwanie kota, badanie palpacyjne jamy brzusznej czy pomiar temperatury skupiają się na tylnej części ciała. W tym czasie Opiekun powinien panować nad jego przodem, by kot nie odwrócił się nagle, nie zaczął machać łapami lub nie próbował ugryźć lekarza. W takich momentach używam zwykle tego chwytu:

Opek leży tutaj na brzuchu, a moje ręce ułożone są na wysokości jego przednich łap i łopatek. Lekko dociskam przód kota do blatu, symetrycznie rozkładając siłę. W ten sposób lekarz ma wolne pole do pracy w „tylnej części” kota i moje ręce nie przeszkadzają mu w działaniach. W razie konieczności osłuchania klatki piersiowej można wsunąć stetoskop pod kocią pachę, poniżej moich dłoni, jednocześnie nie tracąc kontroli nad kotem. A gdyby mimo wszystko zwierzak zaczął się wyrywać można łatwo przełożyć jedną z dłoni na kark i awaryjnie chwycić za fałd skórny (UWAGA! Nigdy nie podnosimy kotów za fałd skórny na karku jeśli nie ma takiej bezwzględnej konieczności! To dla nich bardzo niekomfortowe i bolesne! To, co sprawdza się u kociaka, nie ma zastosowania u dorosłego zwierzęcia o masie kilku kilogramów!).

Otwieranie pyska

Ten zabieg również wielu osobom sprawia problem. Tymczasem z moich doświadczeń wynika, że wiele zależy od dobrego i pewnego chwytu. Co zatem robię?

  • kładę kota na blacie i lekko się nad nim pochylam tak, aby przedramieniem ograniczać jego ruchy, dłonie układam wokół jego głowy: lewą z góry czaszki zaciskając lekko palce w rejonie stawów żuchwowych i tylnej części policzków (dla stabilizacji), a prawą od strony żuchwy i klatki piersiowej, bo to z jej pomocą będę otwierać koci pysk:

  • delikatnie wsuwam palec wskazujący i kciuki prawej ręki w przestrzeń, którą kot ma zaraz za kłami – w miejsce drobnej luki w kocim uzębieniu. To mój punkt zaczepienia do otwarcia pyszczka:

  • spokojnym ruchem odciągam żuchwę w dół, co pozwala mi bezpiecznie zajrzeć do wnętrza pyska:

Zaglądanie do uszu

Za tym również wiele kotów nie przepada, jednak jest to prostsze niż otwieranie kociego pyszczka. Oto jak sprawdzam kotu zewnętrzną część kanału słuchowego i wnętrze małżowiny:

Układam Opka tyłem do siebie tak, by jego brzuszek przylegał do blatu, a moje przedramiona były lekko przyciśnięty do jego boków. Chcąc sprawdzić prawe ucho lewą dłonią obejmuję jego głowę. Prawą ręką odwijam płatek ucha na zewnątrz i przytrzymuję go lewym kciukiem – takie ułożenie rozchyla kanał słuchowy i pozwala swobodnie zajrzeć do ucha. Jednocześnie prawą rękę mam praktycznie wolną i mogę przy jej pomocy przeczyścić ucho lub zaaplikować preparat. Z lewym uchem postępuję analogicznie, wywijając płatek ku środkowej części kociej czaszki. Jednocześnie palce lewej dłoni, ułożone pod kocią żuchwą, blokują możliwość gwałtownego machania głową.

Zbliżenie na samo ucho:

Pobieranie krwi/zakładanie wenflonu

To prawdziwa zmora wielu kociarzy. Tymczasem wystarczy na tyle unieruchomić kota podczas tej procedury, by zwierzak nie mógł się przez chwilę wyrwać ani zabrać łapy. Trzeba więc zablokować kluczowe punkty:

Moją technikę zaczynam od tego by ustawić się po przeciwnej stronie stołu niż osoba, która będzie pobierać materiał lub zakładać wenflon, kota natomiast układam tyłem do siebie i głową w kierunku personelu. Następnie kładę się na kocie, a konkretnie to przyciskam go lekko do blatu swoim korpusem. Dzięki temu kot nie może się cofnąć ani uciec na boki.
Swoją prawą dłoń wkładam pod kocią pachę i delikatnie wypycham jego łapkę do przodu, jednocześnie blokując koci łokieć. W takim ułożeniu kot nie może cofnąć łapy, a żyła do wkłucia jest dobrze widoczna i łatwo dostępna dla lekarza. W tym samym czasie lewą dłonią przytrzymuję kocią głowę zwracając ją lekko ku górze, aby nie mógł nikogo ugryźć (podtrzymywanie od strony żuchwy utrudnia jej otwieranie) ani się wyrwać. UWAGA! Aby ten chwyt zadziałał łapkę, z której pobierana jest krew, trzeba trzymać naprawdę mocno. Ale jeśli się uda, to efekt jest doskonały, a pobranie błyskawiczne (moje palce są przy okazji naturalną stazą).

Podawanie zastrzyków / podskórnej kroplówki

Tu zazwyczaj znów potrzebny jest dostęp do kociego zadku, ale zdarza się, że zwierzak musi wytrzymać dłużej w bezruchu (kroplówka) lub też, że podawany w iniekcji lek jest bolesny (szczypie lub jest aplikowany domięśniowo). W takich sytuacjach polecam tę metodę:

Opek jest tu odwrócony przodem do mnie, a tyłem do pracującego lekarza. Znów lekko przechylam się do przodu, dociążając tułowiem przednią część kota. Kocią głowę wkładam sobie między bok a łokieć tak, by dociskać go lekko do siebie przedramieniem, jednocześnie ograniczając mu pole widzenia. Lewą dłoń natomiast układam na wysokości karku/łopatek i delikatnie dociskam kota do podłoża, w razie konieczności zaciskając palce na fałdzie skórnym. W tej pozycji jestem w stanie utrzymać go nawet kilka minut, potrzebnych do zaaplikowania leków.

USG jamy brzusznej

To już punkt dla prawdziwych hardcorowców 🙂 Wiadomo bowiem, że koci brzuszek jest święty i zazwyczaj dotykać go nie wolno, a w lecznicy to już w ogóle. Niestety czasem trzeba i wówczas również przydaje się pewny chwyt:

Aby tak rozciągnąć Opka posadziłam go na stole, a następnie delikatnie chwyciłam go za łapki (lewą ręką za obie przednie, a prawą za tylne i ogonek), obróciłam na bok i zaczęłam bardzo powoli rozprostowywać. Nie należy robić tego gwałtownie, gdyż wtedy zdenerwowany kot będzie się bardziej spinał i stawiał większy opór. Kręgosłup Opka opiera się o mój korpus, dzięki czemu kot nie zjedzie ze stołu, a lekarz może swobodnie operować głowicą aparatu podczas badania, wyszukując kolejne narządy. W razie gdy kot jest bardziej nerwowy można zmienić ułożenie lewej ręki tak, by poprowadzić ją z góry kota, a nie z dołu – można wówczas dodatkowo delikatnie docisnąć go nadgarstkiem tak, aby nie próbował podnosić głowy i wstawać. Jeśli jednak nie jest to bezwzględnie potrzebne, to wolę tego nie robić ze względu na komfort zwierzaka.

Czas, spokój i opanowanie

To trzy najważniejsze elementy, które powinny towarzyszyć nam podczas weterynaryjnego badania kota. Czym innym jest bowiem sprawne działanie, a czym innym pośpiech i nerwowość, które nie pomagają przy pracy z zestresowanym pacjentem. Jeśli zwierzak mocno się wyrywa i nie chce w danym momencie wytrzymać w konkretnej pozycji lepiej go puścić na kilka chwil, pozwolić odetchnąć i raz jeszcze wrócić do działań (przykład: podawanie zastrzyków na raty). Często lepiej pozwolić opaść emocjom niż doprowadzić do ich eskalacji i wybuchu kociej furii, która może być naprawdę groźna.

Mam nadzieję, że Opkowe pozy i moje opisy będą dla Was przydatne. Dajcie znać czy są jeszcze jakieś pozycje lub chwyty, które chcielibyście zobaczyć. Jeśli tak – rozbuduję wpis w miarę moich możliwości i wiedzy.

*UWAGA! Metody opisane w tym tekście dotyczą kotów domowych i oswojonych. Nie mogę wziąć odpowiedzialności za stosowanie ich przy kotach dzikich, które mogą reagować bardziej impulsywnie. Dlatego przy kontakcie z dzikusami przypominam o stosowaniu środków ochrony własnej (rękawic, okularów itp), grubej odzieży z długim rękawem oraz zachęcam do korzystania ze sprzętu pomocniczego jakim jest np. klatka iniekcyjna minimalizująca stres dla zwierzęcia i zagrożenie dla człowieka.

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o