Mata węchowa dla kota

Być może część z Was słyszała już o takim wynalazku jak Mata Węchowa, jednak przypuszczam, że termin ten pojawił się w kontekście pracy z psami. Bo rzeczywiście maty węchowe są najczęściej polecane jako sposób na urozmaicenie psiego świata, a także jako bardzo efektywna forma treningu. Czy da się jednak przeszczepić te działania na koci grunt? Moje doświadczenia pokazują, że jak najbardziej 🙂

Zacznijmy od tego, że dla kotów zmysł węchu jest o wiele ważniejszy niż dla nas. Może dlatego my, jako istoty słabo węszące, zapominamy jak ciekawą i absorbującą rzeczą jest używanie nosa. Zwłaszcza przez zwierzę polujące, mięsożercę, który swoją potencjalną ofiarę może wypatrzeć, wysłuchać, ale też wywęszyć. Profesor John Bradshaw w swojej książce „Zrozumieć kota. Na tropie miauczącej zagadki.” napisał:

„Chociaż naukowcy nie zbadali możliwości węchu kota tak dokładnie jak psa, to nie mamy powodu sądzić, by były znacznie słabsze. Bez wątpienia natomiast kot ma o wiele czulszy węch niż my. (…) Gdyby koty były tak podatne na tresurę jak psy, pewnie odkrylibyśmy, że pod względem czułości węchu niewiele im ustępują. Wystarczy kilka minut pobieżnej obserwacji kota, żeby się przekonać, że przez cały czas obwąchuje on swoje otoczenie, a zatem przywiązuje wagę do tego, jak różne przedmioty pachną. Znamienne, że dopiero w 2010 roku opublikowano pierwszą pracę poświęconą wykorzystywaniu kociego węchu podczas polowania”. 

A więc wiemy, że węch przy polowaniu jest istotny. I właśnie ten element wykorzystujemy prezentując kotu matę węchową: podajemy mu urozmaicający środowisko element, który pozwala na wytężenie zmysłu prowadzącego do nagrody poprzez znalezienie ukrytych w macie przysmaków. To świetny sposób nie tylko na to by dać kotu interesujące i intratne zajęcie, ale także by kota… zmęczyć. Okazuje się bowiem, że praca węchowa, tak dla psów jak i dla kotów, potrafi być bardzo wyczerpująca. Wymaga sporego skupienia, analizy dużej ilości informacji i konsekwentnego dążenia do celu.

Samo przygotowanie maty węchowej nie jest trudne i wymaga jedynie posiadania odpowiedniej bazy (najlepiej sprawdza się gumowa „wycieraczka” dostępna w każdym markecie z wyposażeniem domu), sporej ilości polarowych pasków (powinno ich być 4 razy więcej niż dziurek w gumowej wycieraczce) oraz czasu na ich związanie. Sporo instrukcji o tym jak wykonać taką matę można znaleźć w sieci. U mnie proces powstawania wyglądał tak:

Kiedy mata jest już gotowa, warto pamiętać o kilku kwestiach:

  • smakołyki – do pracy z matą wykorzystujemy przysmaki. Ważne by spełniały one jednocześnie dwa zadania: aby były interesujące dla naszego kota, a przy tym zdrowe. Jeśli powtykamy w matę coś, czym zwierzak się nie interesuje, eksperyment nie wypali. Z kolei jeśli damy tam coś, co jest niewskazane dietetycznie, będziemy zaśmiecać koci organizm, a przecież nie o to chodzi. Ja użyłam do pracy z matą połamanych kawałków suszonego schabu wieprzowego od „Samo mięso” – zachęcam przy okazji do zapoznania się z recenzją tego produktu.

  • czas – mata nie powinna być czymś, co stanie się elementem otoczenia dostępnym dla kotów cały czas. Powinna być wyjmowana na sesje, a potem chowana po ich zakończeniu. Inaczej przestanie być atrakcyjna a kot szybko się do niej przyzwyczai lub wręcz zmieni jej funkcję – w moim domu gdy mata przestaje być w użyciu Bunia natychmiast kładzie się na niej i zasypia.

  • wielkość – jeśli chcemy by z maty korzystało na raz kilka zwierząt warto zadbać o jej odpowiedni rozmiar tak, by koty nie musiały się przy niej przepychać, co mogłoby doprowadzić do sprzeczki. Jeśli w domu jest dużo kotów lepiej zaproponować im równoległą pracę na dwóch czy trzech matach rozłożonych w różnych punktach przestrzeni.

Dla kogo mata jest szczególnie wskazana? Przede wszystkim dla tych zwierząt, które lubią operować łapkami przy zabawie i jedzeniu. Ukrywanie smaczków w macie pozwala na późniejsze kopanie w polarowych paskach i ich przeszukiwanie w celu znalezienia pysznej nagrody.

Moje koty lubią od czasu do czasu wysilić się nieco by znaleźć ulubione smaczki, choć ich zainteresowanie tym gadżetem jest różne: najchętniej korzysta z niej Opek, który generalnie rzadko używa jakichkolwiek zabawek, natomiast Stefan, kot aportujący i mocno zabawowy jest nią najmniej zainteresowany. Wszystko więc jest indywidualne. Jednak ja polecam i uważam, że warto sprawdzić jak ten pomysł spodoba się Waszym zwierzakom. A na koniec jeszcze mały materiał video czyli Opek i jego pierwsza w życiu sesja z matą:

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Mata węchowa dla kota"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
ciocia Kasia
Gość

jak technicznie umieścić smakołyk w szmatce? jak cukierek i wetknąć do dziurki? niczego nie zawiązujemy tylko wtykamy?

Ewa
Gość

Cóż, moje koty stanowczo wolą się na niej uwalić i polegiwać niż wziąć do roboty. Ale jak każdy wie, kot, to bardzo ciężka życiowa rola. Plany podboju świata męczą, więc trzeba dużo odpoczywać…pozostaje mi więc ten stan zaakceptować 😛