Spacery z kotem – jak to z nimi jest?

O tym, aby nie wypuszczać kota samopas, bo to dla niego śmiertelne zagrożenie, napisano już tyle, że pewnie zajmuje to pół internetu. Często na kocich forach można jednak znaleźć inną poradę, dotyczącą spacerowania z kotem z wykorzystaniem szelek i smyczy. Dziś chciałabym poświęcić temu kilka słów, bo temat jest ciekawy, ale też nieco kontrowersyjny. 

Kot na smyczy – co za pomysł?

Wbrew pozorom wcale nie taki dziwny, jak mogłoby się wydawać. Wiele kotów bardzo ładnie spaceruje na smyczy, choć jest to spacer inny niż w przypadku psa. Owszem, kot jest eksploratorem, ale w niewielu przypadkach jego „spacery” polegają na pokonywaniu dużych dystansów – chyba, że zwierzak zna terytorium, czuje się na nim pewnie, a spacer uważa za obchód okolicy. Częściej jednak koty w czasie spaceru przyjmują rolę obserwatorów. Oznacza to, że znajdują sobie dogodny punkt i w nim zastygają. Na 5 minut, kwadrans, godzinę. Różnie. Zależy to od konkretnego zwierzaka i jego preferencji. Dlatego też osoby, które wcześniej chadzały z psami, kocim spacerem mogą być zawiedzione. Cóż – inna specyfika gatunku to odmienne potrzeby. Pozostaje uszanować.

Kota do szelek najłatwiej przyzwyczaja się w młodym wieku, ale nie oznacza to, że nie da się przeprowadzić tej nauki ze zwierzakiem starszym. Ostatnio w swojej praktyce spotkałam 10-letnią kotkę, która wcześniej nigdy nie opuszczała domu w ramach spacerów, a teraz chętnie uczestniczy w takich eskapadach. Ważne jednak, by robić to spokojnie, w krótkich sesjach, zakładając kotu szelki w bezpiecznym otoczeniu i nagradzając go za spokój. Ważne jest też, aby szelki były dobrze dobrane do gabarytów kota oraz mocne, o dobrej konstrukcji – tak, by zwierzak się z nich nie wyśliznął. Gdy kot zaczyna już swobodnie funkcjonować w szelkach dopiero wtedy dopinamy smycz i rozpoczynamy okres chodzenia z paskiem za plecami. Kiedy upewnimy się, że to kotu nie przeszkadza i czuje się w tej sytuacji swobodnie, można pomyśleć o jakimkolwiek opuszczaniu przestrzeni mieszkalnej. Pytanie tylko brzmi…

Czy każdy kot może wychodzić?

No i się zaczyna… Przede wszystkim nie każdy kot się do spacerów nadaje. Wiele kotów wychowanych w domach, które nie opuszczają ich i nie mają styczności ze światem zewnętrznym, nie potraktuje spaceru jako „fajnego urozmaicenia”. Będzie to dla nich raczej ogromnie obciążająca psychicznie i stresująca sytuacja, odbierana w kategoriach zagrożenia. Kot, nagle znajdujący się poza bezpiecznym i znanym otoczeniem, wpada w panikę – co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę, że nagle zostaje dosłownie zbombardowany ilością obcych dźwięków, zapachów i bodźców wizualnych. Co gorsza – jeśli nagle wyniesiemy zwierzak na trawnik przed domem kot nie ma żadnej „mapy terenu” – nie wie gdzie są kryjówki, dokąd uciekać, gdzie jest bezpiecznie. Opcje są wtedy trzy:

  1. Kot w panice wspina się na nas – często boleśnie przy tym raniąc Opiekuna, którego traktuje jak drzewo, bo przecież instynkt podpowiada mu, że naturalnym kierunkiem ucieczki jest kierunek „w górę”, a człowiek jest pionowy.
  2. Kot rzuca się przed siebie i próbuje wcisnąć pod najbliższe auto lub wskakuje na pierwsze z brzegu drzewo – kilka lat temu brałam udział w ściąganiu takiego zwierzaka z ogromnego kasztanowca w centrum Gliwic, na jednym ze skwerów. Kot rzucił się w przód tak gwałtownie, że wyrwał Opiekunom smycz z ręki. Potem było tylko gorzej – przyjechał wóz bojowy Straży Pożarnej, a panowie Strażacy starali się pochwycić kota w koronie ogromnego kasztanowca. Kot nadal uciekał w górę tak dług aż… skończyło mi się drzewo. I spadł. Z wysokości kilku pięter na trawnik. Tylko cudem udało się zagonić go w róg mini-parku i tam w końcu pochwycić. Wyszłam z tego z poważnie pogryzioną ręką, a kot z traumą na resztę życia (mam nadzieję, że bez złamań i urazów wewnętrznych po upadku – niemniej kazałam od razu jechać do lecznicy na RTG). Kiepska perspektywa, prawda?
  3. Kot kamienieje – dosłownie. Zachowuje się tak, jakby poraziło mu wszystkie mięśnie. Kuli łapy, wciska ogon pod siebie i przypada do ziemi. Czasami też przewraca się na bok i leży w takiej pozycji. Nie, to nie lenistwo. To oznaka skrajnego przerażenia.

Każdy z opisanych powyżej przypadków pokazuje jasno, że dane zwierzę NIE NADAJE SIĘ do wychodzenia. Oczywiście można próbować, odwrażliwiać, przyzwyczajać – pytanie tylko brzmi: po co? Dla naszej idei? Bo „kot nie może siedzieć tylko w domu?”. Może. Jeśli tam czuje się pewnie i bezpiecznie to wyciąganie go na siłę poza znaną przestrzeń jest wobec niego nie fair. Zadaniem Opiekuna nie jest dodawanie kotu stresu, tylko jego minimalizacja. A stres w imię „większego dobra” naprawdę kota nie interesuje. Moja rada brzmi więc w takim przypadku: odpuść! Chcesz koniecznie wychodzić na spacery? Zaproponuj pomoc znajomym lub sąsiadom i wyprowadź czasem ich psa. Wtedy będzie „wilk” syty i „kot-owca” cały 🙂

„Mój kot jest ciekawski – wychodzenie mu się spodoba!”

Super! Czyli masz kota z predyspozycją do eksploracji. Przyzwyczajasz go do szelek, pokazujesz mu drogę prowadzącą z mieszkania na zewnątrz (lub wynosisz go gdzieś w transporterze, jeśli Twoja okolica nie obfituje w łatwo dostępne tereny spacerowe) i eksplorujecie. Chodzicie przez pół godzinki, czy godzinkę (albo raczej stoicie w miejscu, bo kot wącha kwiatki / obserwuje pszczołę / próbuje polować na ptaka / stroszy się na zobaczonego w oddali psa) po czym wracacie do domu. Kot pada – dosłownie! Zjada i idzie spać. Nie ma go kilka godzin, bo odsypia wrażenia. Jesteś przeszczęśliwy – wreszcie znalazłeś rozrywkę, która potrafi wymęczyć Twojego futrzaka. Powtarzacie manewr kilka razy – jest idealnie. Aż pewnego dnia…

…kot zaczyna wyć pod drzwiami. Siada i miauczy, chodzi i miauczy, prowadzi Cię pod drzwi i miauczy. Miauczy, miauczy, miaaaaauczyyyy!!!!! Domyślasz się o co może chodzić, zakładasz więc szelki, wychodzicie, kot dumnie kroczy przed siebie z podniesionym ogonem. Ale Ty masz tylko kwadrans, bo potem praca / dentysta / sprzątanie / zakupy. Wracacie więc, ściągasz szelki, odkładasz je na miejsce, kot powinien iść spać. A on co? Zaczyna miauczeć! Bo chce jeszcze, bo mu się podobało, bo postanawia tam wrócić, a Ty stoisz mu na drodze, zamykając drzwi. On więc Cię informuje o tym, że nie zgadza się z takim traktowaniem i ŻĄDA wyjścia. TERAZ!

Oczywiście to nie reguła, nie każdy kot tak się zachowa, ale myśląc o wychodzeniu musisz wziąć pod uwagę, że tak właśnie sprawa może się potoczyć. Jaka jest wówczas odporność psychiczna Opiekuna? Ile wycia można wytrzymać? I czy taki wyjący kot jest szczęśliwy? Wątpię… Ile osób w takiej sytuacji otworzy drzwi i krzyknie do kota „A idź w cholerę!!!”. Dużo. Zbyt dużo…. Nie, kot nie uczy się zagrożeń przez to, że był z Tobą kilka razy na spacerze. Nie jest nawet pewne, czy oznakował sobie drogę powrotną do domu. Nie musiał – był przecież z Opiekunem. Przeświadczenie, że skoro kot tyle razy był na zewnątrz w szelkach, to zna okolicę i będzie wiedział jak wrócić, jest błędne i zgubne dla zwierzaka. Poza tym, jak już wspomniałam na początku – kota bez opieki NIE WYPUSZCZAMY dla jego bezpieczeństwa. Więc to nie jest rozwiązanie.

Kot nie rozumie tzw. czynników zewnętrznych. Nie interesuje go, że pada, że jest zimno, że jest 4.00 nad ranem i Ty chcesz spać, że akurat jest styczeń i nie ma „zielonej trawki” (przecież w domu jest ciepło), że cierpisz z powodu przeziębienia, że boli Cię ząb albo głowa, że masz sesję i się uczysz, że w pracy szef Cię goni i wyrabiasz nadgodziny w domu. ON CHCE WYJŚĆ! Znałam kota, który robił swoim Opiekunom autentyczne awantury o to, że jak obserwował z balkonu pobliskie drzewo, to siedziały na nim sroki, a gdy schodzili an parter i podchodzili pod rzeczone drzewo, to srok już nie było! JAK TO?! Szok i niedowierzanie! I czyja wina? Pańciów oczywiście! Inny kot zapragnął wyjść w czasie burzy. Otwieranie okna (żeby pokazać mu, że mokro i niefajnie) nie pomogło, został więc w akcie rozpaczy wystawiony na moment na deszcz. Wrócił pędem do domu, otrzepując się z obrzydzeniem po czym, jak tylko zamknęły się za nim drzwi, wrócił do wycia. Bo może już nie pada? Nie, nie wymyśliłam tego na potrzeby wpisu, słowo kociary…

Część kotów w kontekście wychodzenia potrafi dostosować się do regularnego rytmu spacerów. Będą więc czekać na „swoją” porę, o której zameldują się pod drzwiami, gotowe na wyprawę. Ale to niestety tylko część. Mówiąc o kocich zachowaniach często podkreśla się, że jednym z gwarantów zachowania dobrostanu jest swobodny dostęp do zasobów – że właśnie to jest fundament kociego szczęścia. Kot może więc tego od Ciebie wymagać: swobodnego dostępu do spacerów. Czy jesteś w stanie mu to zapewnić? Jeśli nie masz przydomowej woliery z wyjściem zamontowanym w ścianie czy drzwiach, to obawiam się, że nie…

Filon – kot, który wychodzenia nauczył się w wieku dorosłym. Na spacery chodzi z psem. Spotkany przypadkiem w Krakowie.

Czy kot niewychodzący cierpi?

To pytanie spędza sen z powiek dziesiątkom osób. No bo przecież kot to takie „wolne zwierzę”, włóczęga, który przemierza świat chodząc „własnymi ścieżkami”. I tak, oczywiście – część z tego to fakty, ale dotyczące kotów dzikich i niekastrowanych. Kiedy to samiec przemierza regularnie nawet kilkaset hektarów, na których odwiedza ileś żyjących w oddaleniu od siebie samic i tam, mówiąc najoględniej, zostawia swoje geny. Kastracja rozwiązuje tę potrzebę, a wychowanie kota w domu od początku powoduje, że jego zainteresowania skupiają się na innych elementach.

Zastanów się przez chwilę: ile z wymienionych w powyższym akapicie kocich cech to zwyczajowo powtarzane półprawdy? Czy kot od początku wychowany w domu ma takie same potrzeby jak kot środowiskowy? Czy naprawdę nie wystarcza mu zabezpieczony balkon czy okno? Prawda jest taka, że jeśli kot ma się nudzić w Twoim domu to będzie się nudził i tak – ze spacerami czy bez. Bo dbałość o urozmaiconą przestrzeń i atrakcje środowiskowe nie kończą się na tym, że zapniesz kotu smycz i wyjdziecie na kwadrans. To zdecydowanie bardziej złożony proces.

Pamiętaj też o dodatkowych zagrożeniach: o pasożytach zewnętrznych (a także wewnętrznych, bo np. pchła jest żywicielem pośrednim dla tasiemca), o chorobach wirusowych (wirus Panleukopenii FPV, który uwalnia się do środowiska poprzez wszystkie wydzieliny i wydaliny chorego kota, utrzymuje się w glebie do roku czasu), o tym, że Twój kot może na zewnątrz zachowywać się idealnie, ale po powrocie ze spaceru zacznie np. obsikiwać przestrzeń pod drzwiami wejściowymi (żeby dać znać wszystkim potencjalnym intruzom, że to JEGO dom i wszyscy wara od niego). Powiem więcej – znam przypadki kotów, które w momencie, gdy Opiekun chciał kończyć spacer, stawały się wobec niego agresywne i wracać wcale nie chciały. Czemu? Bo na zewnątrz było ciekawiej niż w domu, więc po co wracać?

Nie tęskni za widokiem fal oceanu ten, kto nigdy ich nie widział. Można mieć o nich pewne wyobrażenie, ale nie będzie to realna „tęsknota”. Podobnie jest z wychodzeniem. Jeśli kot go nigdy nie doświadczył – może wcale się nim nie interesować, aż do chwili, w której nie pokażesz mu, że to jest fajne. A jeśli on to zrozumie i uzna, że tak właśnie jest, może się okazać, że będziesz mieć przechlapane na całej linii. Dlatego przemyśl dobrze swój pierwszy spacer z kotem, rozważ „za” i „przeciw”, zastanów się, czy jesteś na to gotów. I jeśli odpowiesz sobie jasno i zdecydowanie „TAK”, to trzymam za Was kciuki. Ale jeśli masz wątpliwości – dla dobra zwierzaka nie zaczynaj.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
KasiaMałgorzata Biegańska-HendrykewaMartaMichał Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Dziękuję Ci za ten post. Mój kocur (około 5letni) nigdy nie wychodził. Kiedyś komuś uciekł i tak się u nas znalazł. Ale raczej nigdy nie był kotem na stałe wychodzącym. Lubi posiedzieć na oknie, szczekać na ptaki. Ale czasem zdarza mu się stać pod drzwiami i płakać. Tutaj właśnie jest pies pogrzebany, oboje z mężem zdajemy sobie sprawę że jak raz wyjdzie na spacer to potem może być tylko gorzej. Pytanie jak na tym etapie ograniczyć wycie pod drzwiami ? Jest coś co mozemy zrobić ?

Michał
Gość
Michał

Bardzo trafny tekst. Przeżyłem kilka sytuacji tu wymienionych – kot domagający się spaceru przez „miau” i inne odgłosy pod drzwiami (potem przeradzające się to w awanturę), kot agresywny z powodu zbyt krótkiego spaceru itp. Mimo to w przypadku obu moich kotów (jeden już po drugiej stronie tęczy) udało mi się wdrożyć w ich „blokowe” życie element spacerowy mimo iż mieszkam w centrum dużego miasta. Sam polubiłem ten czas spędzany w ten sposób wspólnie ze zwierzakiem. Co ciekawe potrafiliśmy w obu przypadkach wprowadzać spacery sezonowo (od kwietnia do października wychodzimy, od października do kwietnia nie) w zasadzie „bezboleśnie” oprócz kilku dni… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Mam kota adoptowanego z fundacji, który przez 2 lata żył ze swoim Panem w przyczepie campingowej i z przyczepy mógł oczywiście wychodzić i wracać o dowolnej porze. Pan zmarł, a jego koty zostały stamtąd zabrane. Gucio to kot, który uwielbia towarzystwo człowieka i jest praktycznie nierozłączny. Wydawałoby się, że będzie tęsknił za możliwością wychodzenia na dwór – nic bardziej mylnego 🙂 czasami nie chce mu się nawet wyjść na zasiatkowane okno. Nigdy też nie próbował zwiać przez drzwi. Pozdrowienia 🙂

ewa
Gość
ewa

Rewelacyjny tekst!!! O, jak dobrze znam te zachowania….poczawszy od podskakania do klamki a na podrapaniu mnie, kiedy nie mielismy tego samego zdania na temat czasu powrotu do domu. Teraz mieszkamy w domu z niewielkim ogrodem ale dokladnie i przemyslnie zabezpieczonym. Nasz kot – mimo, iz nie ma sprawnej jednej tylnej lapy zaczal bowiem pokonywac wszystkie przeszkody aby wyjsc do sasiadow a potem….na ulice. Teraz jest szczsliwym posiadaczem terenu i bron boze komokolwiek sprobowac na ten teren wejsc 😉
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa Szoc-Wilewska