„Przestawianie kota” na lepszą dietę, czyli jak wygrać z uparciuchem

Znacie powiedzenie „uparty jak osioł”? W moim odczuciu powinno ono brzmieć: „Uparty jako kot, któremu chcemy zmienić system żywienia”.  Naprawdę czasami trudno jest mi sobie wyobrazić bardziej przekonane o swoje racji stworzenie, które jednocześnie tak doskonale potrafi zmusić człowieka do zrobienia tego, czego od niego żąda. Tak, przestawianie kota na nowy rodzaj jedzenia to często bardzo trudne zadanie. Ale trudne nie znaczy niemożliwe!

Kilka faktów o kocich potrzebach żywieniowych

Kot jest mięsożercą, surojadem i zwierzęciem neofilnym. Co to znaczy w praktyce? Otóż:

    • Podstawą jego diety jest MIĘSO oraz wszelkie inne tkanki odzwierzęce. Nie zboża, nie rośliny strączkowe, nie mleko, serek czy inne dziwactwa, z takim upodobaniem dokładane przez producentów do różnych gotowych karm dla zwierząt. MIĘSO, TŁUSZCZ, SKÓRA, ŚCIĘGNA, CHRZĄSTKI, KOŚCI, KREW, a także sierść, pióra, i inne dodatkowe elementy, które kot spożywa zjadając swoje ofiary (w tym niewielkie ilości substancji roślinnych, znajdujące się w przewodach pokarmowych ofiar roślinożernych – o ile kot zdecyduje się na zjedzenie przewodu pokarmowego swojej ofiary, gdyż nie wszystkie koty to robią).
    • Kot zjada swoje ofiary NA SUROWO – nie parzy ich, nie mrozi, nie gotuje, nie pasteryzuje. Nie chodzi z małym kociołkiem i nie prowadzi obróbki termicznej przed przystąpieniem do posiłku. Tak samo jak nie filetuje upolowanej myszy czy ptaka. Kot zjada wszystko – w tym surowe kości. Nie od parady jego zęby trzonowe noszą nazwy właśnie „łamaczy kości”.
    • NEOFILNOŚĆ to termin, który oznacza, że kot poluje na wiele odmiennych od siebie gatunków ofiar – w kociej diecie jest ich ok. 70, w zależności od miejsca bytowania zwierzaka. Jest to mechanizm obronny natury z jednej strony zaprojektowany tak po to, by koty nie wybiły do nogi całych populacji pojedynczego gatunku, polując tylko na jeden rodzaj ofiar. Z drugiej strony zróżnicowana dieta pozwala na dostarczenie odpowiednich ilości rozmaitych składników odżywczych oraz na lepsze bilansowanie.

Widać więc wyraźnie, że w naturze dieta kota jest wysokomięsna, nieprzetworzona praktycznie pozbawiona składników pochodzenia roślinnego (2-5% składu bez znaczenia dietetycznego) oraz mocno zróżnicowana. I taka też powinna być w warunkach domowych (przy czym „nieprzetworzona” można spokojnie zamienić na „możliwie nisko przetworzona”, przy zachowaniu pozostałych warunków). Jednak często u kotów ze złymi nawykami żywieniowymi jest to niełatwe zadanie…

Kocie uparciuchy

Chyba każdy z nas albo zna kota, albo przynajmniej słyszał historię o kocie, który chce jeść tylko jeden rodzaj karmy, jeden smak, jedną markę i nic innego nie ruszy. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że koty są rutyniarzami i lubią, gdy pewne rzeczy wyglądają „Zawsze tak samo”. To daje im większe poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad otoczeniem. Dlatego też ciężko jest zmienić nawyki szczególnie u tych zwierzaków, który w takim systemie karmienia żyły przez lata.

Kolejna sprawa to właściwości i walory poszczególnych karm. Każdy producent kociego jedzenia staje na uszach, by to właśnie ich produkty wybierał Twój kot (i serio, nie dotyczy to tylko pewnej znanej, fioletowej marki na „W”). Dlatego też prześcigają się w rozmaitych rozwiązaniach wzbogacających nie tyle smak, co przede wszystkim zapach swoich produktów, by to właśnie on przyciągał zwierzaka budząc w nim największy entuzjazm. Trzeba bowiem pamiętać, że kot ma bardzo słaby smak, ale bardzo dobry węch, dlatego najchętniej sięgnie po taki rodzaj jedzenia, który atrakcyjnie pachnie. Stąd też w karmach dodatkowe aromaty, wzmacniacze zapachu i najrozmaitsze triki, których celem jest „zaczarowanie” kociego nosa. Zastanawialiście się kiedyś czemu sucha karma ma tak intensywny zapach? Ano dlatego, że żaden kot o zdrowych zmysłach tak po prostu by jej nie zjadł! Ale kiedy tak intensywnie i pysznie pachnie, to trudno się oprzeć. Kot chce więcej, opiekun biegnie po kolejną paczkę, sprzedaż idzie w gorę, producent osiągnął swój cel. Gdy więc czytacie na etykiecie hasła w stylu „Naszym celem jest dbanie o drowie Twojego zwierzaka”, a w środku opakowania grzechoczą suche kulki, to nie wierzcie w te deklaracje, bo to makretingowa ściema. Celem jest to by sprzedać i zarobić, a nie to by kot był zdrowy i dobrze żywiony.

Kot na diecie suchej (a więc wysoko przetworzonej, napchanej węglowodanami nawet wtedy, gdy jest ona bezzbożowa, silnie odwodnionej i pełnej zapachowych uatrakcyjniaczy) pochłania rzeczy, które nie tylko są dla niego nieodpowiednie, ale wręcz w dłuższej perspektywie, zwyczajnie mu szkodzą, prowadząc do chronicznego odwodnienia, chorób metabolicznych i dalszych problemów ze zdrowiem. Dlatego dbałość o jakość diety jest tak ważna – bo dobre żywienie to prewencja wobec późniejszych problemów zdrowotnych! Cóż z tego, jeśli kot się upiera i dobrej karmy zwyczajnie nie chce jeść. Co zatem robić? Przede wszystkim NIE GŁODZIĆ!

Specyfika kociego metabolizmu

Już kilka razy podkreślałam tutaj, że kot jest zwierzęciem, które spożywa w naturze minimalne ilości węglowodanów, a ich nadpodaż w diecie zwyczajnie szkodzi (to m.in. prosta droga do wywołania otyłości i cukrzycy). Czy zatem kot nie potrzebuje cukrów? Ależ jak najbardziej potrzebuje, tyle tylko, że w jego organizmie zachodzi unikalny proces o nazwie glukoneogeneza. Pozwala on kotu na produkowanie potrzebnych mu węglowodanów z… białek. Musimy zatem dostarczyć do organizmu 3 najważniejsze rzeczy: odzwierzęce białka, odzwierzęce tłuszcze oraz WODĘ w odpowiednich ilościach (koty, jako zwierzęta pustynne, mają ewolucyjnie zmniejszone poczucie pragnienia, przez co wodę pobierają przede wszystkim z pożywienia, zamiast dopijać ją zewnętrznie bo jak miałyby to robić na pustyni?). Cukry kot „wyprodukuje” sobie sam! Nie musimy go więc napychać zbożem, kukurydzą, ryżem czy soją – nie jest mu to do niczego potrzebne. Wręcz przeciwnie! Wszystkie te składniki nie mają prawa się w kociej diecie pojawiać, jako obce i szkodliwe. Jeśli więc uda nam się je wyeliminować, a źródłem cukrów faktycznie stają się procesy przekształcania białek, to musimy pamiętać o kolejnej rzeczy – o rytmie w jakim one przebiegają.

Kot w naturze poluje wiele razy w ciągu dnia i zjada od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu małych posiłków. Powoduje to, że organizm stale otrzymuje niewielkie dostawy białek. Dlaczego jest to takie ważne? Ano dlatego, że proces przekształcania białek w cukry przebiega w sposób ciągły. Tak więc kot musi stale dostarczać składników do tego działania aby wszystko przebiegało właściwie, a krzywa cukrowa nie zaliczała gwałtownych pików. Dzieje się tak, gdy kot dostaje tylko 1 lub 2 duże posiłki w ciągu dnia (np. rano i wieczorem) – powoduje to ogromne wyrzuty insuliny, dociąża trzustkę i sprawia że cały precyzyjnie zaprojektowany system zaczyna chwiać się w posadach.

Ale ofiarą takiej sytuacji pada nie tylko trzustka, lecz również wątroba, której także precyzyjnie „zaplanowane” przemiany tłuszczowe ulegają rozchwianiu. Gdy składniki pokarmowe nie są dostarczane regularnie wątroba może zacząć odkładać w hepatocytach złogi tłuszczowe. I o ile pewna ilość tłuszczu w wątrobie jest normalna (ok. 5%), to jednak gdy tłuszczu robi się za dużo (50% i więcej) dochodzi do procesu zwanego stłuszczeniem wątroby, co upośledza jej działanie i może doprowadzić nawet do śmierci zwierzaka. UWAGA! Stłuszczenie wątroby nie następuje w ciągu 1-2 dni, aby do niego doszło zwykle potrzebna jest długotrwała głodówka, chyba, że mamy do czynienia z kotem mocno otyłym – wówczas już w stadium wyjściowym tłuszczu w wątrobie jest więcej, a droga do stłuszczenia jest znacznie krótsza. Jednak zarówno opisane wyżej przemiany białkowo-ckurowe, jak i tłuszczowe mają za zadanie pokazać Wam dlaczego regularność posiłków jest u kota tak ważna. Dorosły kot powinien jeść zatem minimum 3-4 razy na dobę, w niewielkich porcjach. Głodówka (zwłaszcza długotrwała) to natomiast więcej szkody niż pożytku, dlatego też intensywne głodzenie kota jest surowo zabronione!

Jak zatem przestawić kota na nową lepszą dietę?

Cóż, sposobów jest wiele i zawsze trzeba pamiętać, że ich dobór zależy ściśle od potrzeb i predyspozycji danego zwierzaka (a te mogą być różne). Poniżej zamieszczę więc serię rad, z których zazwyczaj korzystam w swoich działaniach, a /ty wybierz z nich te, które uznasz za najbardziej pasujące do Waszego przypadku:

  • Znajdź coś, co kot lubi jeść – to będzie Twój argument przetargowy. Nawet jeśli to tylko przysmaki, smakowy sosik czy jeden rodzaj filetowej saszetki, miej to coś pod ręką jako sposób na nakłonienie kota do zjadania wskazanego rodzaju pokarmu, o który Ci chodzi. Jeśli kot na początku odmówi jedzenia i będzie się buntowała – podkarmiaj go tym „czymś” minimum co 12 godzin tak, by mimo wszystko jego układ pokarmowy miał co trawić – to pomoże uniknąć negatywnych skutków metabolicznych przy przestawianiu.
  • Nie celuj od razu w najwyższą półkę – wiele kotów chętniej zje karmy „śmieciowe” niż te z „górnej półki”. Nie każ zwierzakowi od razu jeść tego, co najlepsze, tylko zgódź się na opcję przejściową. Jeśli chce przez jakiś czas jeść karmy średnie – OK! Ale gdy już się do nich przyzwyczai i przynajmniej odpuści sobie chrupki, staraj się stopniowo dodawać do nich karmę docelową, zwiększając proporcję „dobrego” nad „złym”. W ten sposób łagodnie przeprowadzisz kota przez zmianę smaków i składów puszki, aż do docelowej diety bytowej wysokomięsnej. Taka procedura jest też łatwiejsza dla jelit – pamiętaj, że gwałtowne przestawienie kota z diety mocno zbożowej na wysokomięsną może wywołać rewolucję w żołądku i jelitach, a to może przekreślić cały plan pracy!
  • Wynieś z domu suchą karmę – jak już wspomniałam wyżej, suche jedzenie ma bardzo silny aromat, który Twój kot wyczuje nawet w zamkniętej szafce. A skoro będzie wiedział, że jego karma tam jest, to będzie próbował zmusić cię do tego, by ją dostać. Jeśli karma zniknie zupełnie – zniknie też kuszący zapach i trzeba się będzie zainteresować tym, co jest w misce, bo nie ma alternatywy.
  • Wykorzystaj dosmaczanie – możesz w tym celu użyć tego „czegoś” z pierwszego punktu, polewając/pokrywając np. nową karmę o dobrym składzie poprzednim jedzeniem, by pomieszać zapachy i smaki. Ale możesz też sięgnąć po liofilizowane mięso wkruszanie go miski, po mięsne suszki, dosmaczające sosy czy napoje a nawet po karmy filetowe z dużą ilością sosu czy rosołu (to dla kocich amatorów zalewy). Obecnie oferta na rynku karmowym jest bardzo szeroka, warto więc z niej korzystać. Wiele kotów nie chce tak po prostu zacząć jeść karm o dobrym składzie z racji ich konsystencji – większość  z nich to mielonki, co dla kota karmionego dotąd karmami filetowymi jest trudne do przełknięcia. Wtedy domieszka filetówki może się okazać szczególnie przydatna – oczywiście jak element przejściowy. Można też korzystać z dodatków surowego mięsa, żółtka (płynnego lub suszonego), suszonych drożdży browarniczych nieaktywnych lub olejów omega 3 pozyskiwanych z dzikich ryb łososiowatych Wszystko to są suplementy wykorzystywane w diecie BARF, które poprawiają smakowitość posiłku (w zależności od kocich upodobań – jeśli Twój kot nie lubi ryb daruj sobie rybi olej jako zachętę 😉 ).
  • Unikaj mieszania mokrej i suchej karmy – niektórzy Opiekunowie wpadają na pomysł, by w ramach przestawiania mieszać kotu mokre i suche jedzenie lub też posypywać mokre suchym. Nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż może prowadzić do podrażnienia żołądka i jelit oraz do zaburzeń procesu trawienia – karmy mokra i sucha mają mocno odmienny czas pasażu przez jelita oraz mocno odmienne składy (w przypadku mokrych karm wysokomięsnych), co kot może boleśnie odczuć. Dlatego, jeśli tylko się da, polecam unikać takiego rozwiązania lub ewentualnie rozbijać suchą karmę na „pył” i posypywać nią mokre jedzenie w minimalnej ilości, tylko dla nadania odrobiny zapachu.
  • Nie upieraj się przy jednym smaku,ale nie wpadnij też w pułapkę różnorodności – może być tak że pierwsza karma, którą zaproponujesz swojemu kotu, nie będzie przez niego akceptowana. Warto więc sprawdzić kilka firm i opcji smakowych (pomagają w tym tzw. „pakiety startowe” oferowane głównie przez internetowe sklepy zoologiczne). Nie wpadnij jednak w pułapkę w stylu „ojej, skoro mój kotek nie chce karmy A to dam mu jeszcze karmy B, C, D i E, stawiając je obok siebie na osobnych talerzykach, żeby mój Mruczuś miał wybór!”. Jeśli Twój Mruczuś wywęszy jaką daje mu to władzę (a większość kotów robi to w moment), to skończysz z pakietem 48 otwartych puszek i będziesz skakać wokół kota 7 razy dziennie zmieniając opcje żywieniowe by dogodzić jego nagle wyhodowanemu francuskiemu podniebieniu. A nie o to w tym chodzi. Modyfikacje i urozmaicenia – tak! Ale z głową i umiarem.
  • Bądź konsekwentny!!! – to najważniejsza zasada w zmianie kociej diety! Skoro już ustaliliśmy jak uparte są koty, to pamiętaj, że musisz być jeszcze bardziej upartym Opiekunem. I tak, Twój kot może miauczeć, marudzić, robić afery, obrażać się i zostać mistrzem świata w robieniu oczek jak ze Shrecka by wymusić na Tobie zmianę postępowania. Jeśli raz się złamiesz, to będziesz pracować dużo dłużej. Jeśli złamiesz się kilka razy – to kaplica! Kot wygrał i możesz przegrać po całości. Pamiętaj, że zmian diety nie robi się ot tak, z nudów. Robi się je, by zapewnić zwierzęciu lepsze warunki bytowania, lepsze zdrowie i samopoczucie. Dlatego nie wolno się poddać zaraz za startem!

Czy każdego kota da się przestawić na nowy model żywienia?

Odpowiem uczciwie: nie! Są takie koty (zwłaszcza starsze, schorowane) dla których zmiana diety jest tak silnym stresem, że pogarsza ich i tak już nadwyrężone zdrowie, a to nie jest dobra opcja. Są też koty, u których próby przebudowania nawyków żywieniowych powodują poważne zaburzenia zachowań (pozakuwetowa urynacja/defekacja, zachowania agresywne wobec ludzi lub innych zwierząt). W takich przypadkach odpuszczamy  godzimy się z porażką. Ale prawda jest taka, że takich kotów jest ułamek. Większość zwierzaków naprawdę da się przenieść na lepsze, zdrowsze systemy karmienia. Wymaga to jednak pracy, zaangażowania i uporu.

Jak długo może trwać proces przestawiania?

To zależy od kota i od konsekwencji Waszych działań. Mój Opek, jako zatwardziały „suchożerca” nie chciał słyszeć o mięsie. Gdy przechodziłam na BARF mocno się więc martwiłam jak to z nim będzie. I co? Przejście na nową dietę zajęło mu 48 h. Jak zorientował się, że chrupki zniknęły, a inne koty nie tylko jedzą to „nowe dziwne coś”, ale do tego jeszcze wyjadają jego porcję gdy on sam się nią nie interesuje, to nagle w jego głowie wszystko ładnie przeskoczyło i BARF stał się jadalny. Z drugiej strony znam też koty, które „przestawiano” 6, 8, 10 miesięcy a nawet rok i dłużej. To często bardzo powolna i delikatna praca, w której nie można się spieszyć. Jeśli jednak ta cierpliwość ma się przełożyć na dobry efekt końcowy, to uważam, że warto ją wykazać.

Wiele zależy też od wieku kota – łatwiej przestawia się zwierzęta młodsze niż starsze, a także takie, które miały dotąd bardziej urozmaiconą dietę (łatwiej przejść z systemu mieszanego suche/mokre na samo mokre lub np. z mokrego na BARF niż z suchego na wyskomięsne puszki czy też na dietę surową).  Dlatego moja rada brzmi: im szybciej tym lepiej. Nie ma na co czekać, bo im dłużej kot je źle, tym większe może to wywołać spustoszenie w jego organizmie oraz tym trudniej może być go przekonać do zmiany.

Nie ma dobrej suchej karmy…

…i właśnie dlatego zmiana modeli żywieniowych u kotów jest tak ważna. I tak, wiem, że są koty, które dożyły 20 lat albo i więcej jedząc tylko jeden rodzaj chrupek przez całe życie. Ale ten argument jest tak samo „z czapy” jak tekst o ludziach, którzy dożyli 100 urodzin paląc papierosy. Czy to oznacza, że papierosy są ok? Nie, to oznacza, że ich organizmy „dały radę”. Nic ponad to. A inne organizmy tej rady nie dają. Skoro więc to my odpowiadamy za to, co ląduje w miskach naszych kotów, to starajmy się od samego początku (albo przynajmniej od chwili pozyskania odpowiedniej wiedzy) robić to dobrze.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

5 6 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Weronika
Weronika
4 miesięcy temu

Ja chciałam zapytać o żywienie małego kociaka. Kupiłam z hodowli syberyjczyka i hodowca zalecił karmienie następujące: sucha karma cały czas dostępna w misce plus mokra karma raz dziennie 100g. Kociak ma obecnie 4 miesiące i czytając Pani blog chciałabym go przestawić tylko na karmę mokrą, puszki wysokomiesne, za BARF się nawet nie biorę, bo nie mam na to czasu. Postanowiłam karmić go 4 razy dziennie, małymi porcjami. Tylko nie wiem jakiej wielkości powinny to być porcje. 200g mokrej karmy dziennie? Czyli 4x50g? Czy dla kociaka to nie jest za dużo? Czy mogłaby Pani także polecić jakieś dobrej jakości karmy wysokomiesne?… Czytaj więcej »

Anna
Anna
21 dni temu

No i niestety, ja chyba trafiłam na takiego uparciucha. Za nami dwie próby przejścia z suchej karmy na porządną mokrą. Za pierwszym razem próbowałam stopniowo przyzwyczajać malucha (wówczas 4,5 m-ca) do nowej konsystencji i chciałam zamienić 1 posiłek na mokrą karmę (Wild Freedom), a potem kolejny i tak dalej do wyeliminowania suchej. Niestety, bez skutku. Próba odnalezienia „tego jedynego” smaku spowodowała, że mała zaczęła robić rzadsze kupy, co mnie przestraszyło i zniechęciło do dalszej walki. Ostatnio, korzystając z dobrodziejstw pracy zdalnej zdecydowałam się na drugą. próbę – tym razem zgodną z powyższymi zaleceniami, tj. wystawiliśmy suchą całkiem za drzwi i… Czytaj więcej »

Ewa
Ewa
6 dni temu

Okej to z jednej strony-nie poddawać się i nie ustępować, z drugiej- nie wolno głodzić. Co więc robić jeśli kot zwyczajnie nie chce nic innego, ani surowego miesa, ani jednej puszki z karmy, ani karmy filetowej, nic? W moim przypadku najpierw próbowałam robić zmianę drastyczna – wyniosłam z domu sucha karmę, przy czym mój kot od 2 lat nie chciał nigdy tknąć nic innego niż sucha karma i przysmaki Cosmy. Skończyło się na jedzeniu minimalnych ilości przez 3 dni, po czym 2 dni głodówki. Pękłam, bojąc się że zrobię mu krzywdę. W tej chwili je różnie. Rano trochę mokrej, potem… Czytaj więcej »