Życie kota bezzębnego

Gdy opowiadam ludziom, że moje koty nie mają zębów w ich oczach często widzę do wyboru: szok, niedowierzanie lub panikę. No bo jak to KOT BEZ ZĘBÓW?! Przecież to prawie jak znęcanie się! Tymczasem jest zupełnie odwrotnie…

Kocie problemy stomatologiczne

Stomatologia to bardzo ciekawa dziedzina weterynarii – niby wszyscy wiedzą, że koty mają zęby, a jednak bardzo długo nie rozwijała się specjalistyczna opieka pod tym kątem. W wielu lecznicach wciąż nie odsyła się pacjentów na typowe konsultacje stomatologiczne, w wielu miejscach takie konsultacje nie są też jeszcze dostępne. Tymczasem co raz więcej kotów zmaga się z problemami dotyczącymi zębów i przyzębia. Część z nich jest widoczna gołym okiem, część niestety nie…

O tym, co zwykle zwraca uwagę Opiekuna, czyli o kocim kamieniu nazębnym, pisałam już jakiś czas temu w osobnym tekście. Jednak tym, co często rozwija się w ukryciu, a staje się źródłem bardzo poważnych problemów, są resorpcje odontoklastyczne, zwane też nadżerkami (pełna nazwa tego schorzenia to Odontoklastyczne resorpcyjne nadżerki u kotów a po angielsku FORL czyli Feline odontoclastic resorptive lesion).  O tym schorzeniu informuje co raz więcej kocich stomatologów, w tym m.in. lek wet. Alicja Gajosz, na której stronie można znaleźć następujące informacje o tym schorzeniu:

„Cierpi na nie nawet do 70% kotów, zmiany zwykle zlokalizowane są poniżej linii dziąseł. Choroba jest trudna lub niemożliwa do zdiagnozowania w badaniu jamy ustnej bez znieczulenia. Z tego powodu zalecane jest wykonywanie zdjęć rentgenowskich wszystkich zębów.

Choroba polega na resorpcji tkanek zęba, ze względu na odsłonięcie kanalików zębinowych oraz infekcję miazgi (w których przebiegają nerwy) przebiega z dużą bolesnością. W skrajnych sytuacjach doprowadzając do problemów z jedzeniem.

Istnieją dwie metody leczenia: ekstrakcja lub amputacja korony. Ocena radiologiczna chorego zęba jest niezbędna do podjęcia decyzji o wyborze metody leczenia.

Z kolei warszawska stomatolog weterynaryjna lek. wet. Emilia Klim na swojej stronie pisze:

Przyczyny resorpcji zębów wciąż nie są do końca poznane, choć wymienia się wśród nich choroby przyzębia, urazy mechaniczne oraz niedobory żywieniowe. Postępowanie lecznicze różni się w zależności od typu i stadium resorpcji, a te jesteśmy w stanie określić tylko i wyłącznie dzięki prześwietleniu zębów. Warto podkreślić, że w przypadku kotów, prześwietlenie całego uzębienia to tak zwany „złoty standard” w diagnostyce chorób jamy ustnej. Dlatego ważne jest by wykorzystywać do tego, dedykowanych dla potrzeb stomatologii, systemów radiografii cyfrowej, które pomimo, że emitują bardzo niskie, a więc stosunkowo bezpieczne dawki promieniowania RTG, zapewniają doskonałą jakość zdjęć.”

W naszym domu resorpcje odontoklastyczne pojawiły się u wszystkich kotów: statystyka 100%, 4/4 zwierzaki zachorowały.  Jak więc wydać z zacytowanych powyżej wypowiedzi dwóch niezależnych specjalistek usunięcie zębów nie było u nas kwestią do rozważania na zasadzie „tak lub nie”. Było koniecznością…

Bunia – jeden kieł wysunięty z zębodołu, drugi z wyraźną resorpcją odontoklastyczną.

Jeden rok – cztery zabiegi

Pierwszy w kolejce do zabiegu ustawił się Stefan, u którego resorpcje stwierdzono jeszcze w grudniu 2018 w badaniu palpacyjnym – miazga zęba zaczęła się pokazywać już nad linią dziąsła na kle, co świadczyło o zaawansowanym rozpadzie szkliwa.  Potem poszło lawinowo: druga była Bunia, następnie Kiwi na dwa razy (najpierw usuwaliśmy tylko tylne zęby policzkowe, licząc na powstrzymanie dalszych problemów, koniec końców jednak trzeba było zdecydować się na drugą turę zabiegu i powyrywać wszystko do zera), a ostatni zabieg przeszedł Opek, u którego zostały tylko siekacze (akurat te zęby są dość trudne do usuwania, za to, gdy pojawiają się z nimi problemy, wypadają same).

Każdy z kotów znosił zabieg w indywidualny, odmienny sposób. Stefan i Bunia jakby nic nie zauważyli – dosłownie po paru godzinach od zejścia narkozy byli już gotowi do pochłonięcia zaległych posiłków i jeszcze kilku dodatkowych, na zapas. Dosłownie 24h po zabiegu żadne z nich już nie pamiętało, że kiedykolwiek miało problemy w paszczy. Opek dochodził o siebie niespełna 3 dni – pod koniec 3 doby zaczął już normalnie jeść i przejawiać swoją standardową życiową aktywność. Najgorzej przeprawę niosła Kiwi – najpierw długo nie chciała sama jeść, potem okazało się, że ma odczyn zapalny na szwach w pyszczku (trzeba je więc było interwencyjne usuwać, choć teoretycznie powinny się same rozpuścić), a na koniec stres i dyskomfort związane z cała tą procedurą doprowadził kotkę do masywnego zapalenia jelita grubego. Cała walka trwała blisko 3 tygodnie, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Jednak to pokazuje, że jedna procedura może mieć kilka zupełnie odmiennych przebiegów, a w przypadku kotów czynnik osobniczy jest szalenie ważny.

Podobnie jest też z rozwojem chorób zębów i przyzębia – jest to ogromnie indywidualna sprawa. Jeden zwierzak będzie miał zęby jak perełki w wieku lat 18, a inny musi odwiedzać gabinet co pół roku, by ratować paszczę. Są koty, które nie są wstanie funkcjonować jeśli zaniedba się u nich codzienne mycie zębów oraz takie, które o tym procederze nigdy nawet nie słyszały bo nie ma takiej potrzeby. Wiele zależy też od indywidualnych odchyleń w zakresie pH śliny, które może ułatwiać lub utrudniać namnażanie się bakterii i odkładanie kamienia, w grę wchodzą też predyspozycje genetyczne do rozmaitych schorzeń a także, jak napisała dr Klim, to jaki kot miał „start” – czy był dobrze odżywiony, prawidłowo rozwinięty itp. U cierpiącego z powodu niedożywienia małego Stefana nie rozwinęła się nawet część zawiązków zębów stałych, jak więc można było oczekiwać, że ten kot będzie miał zdrową paszczę?

Kiwi – zęby po ekstrakcji.

Zabieg ekstrakcji i opieka pozabiegowa

Pierwsza rzecz, która czeka kociego pacjenta przed zabiegiem, to badanie krwi. Należy sprawdzić morfologię i biochemię – szczególnie stan nerek, gdyż pamiętajmy, że stan zapalny w jamie ustnej sprzyja rozwijaniu się niewydolności tego narządu. Dlaczego? Ponieważ ciągłe przełykanie, wraz ze śliną i pokarmem, namnażających się w pysku bakterii dociąża nerki poprzez konieczność radzenia sobie z taką formą „zanieczyszczenia” organizmu. A słabsza kondycja nerek to większe kłopoty przy narkozie.

Następny krok to seria zdjęć stomatologicznych, które pokazują jak wygląda stan całej jamy ustnej kota. Na ich podstawie określa się, które zęby będą usuwane i w jaki sposób przeprowadzić zabieg – czy wyciągać wszystko, czy jedynie ścinać korony, doprowadzając następnie do zalania korzeni w kości szczęki lub żuchwy.

Opek – dolne trzonowce z zaawansowaną resorpcją.

Po zabiegu dobrą praktyką jest także wykonanie zdjęć kontrolnych, aby upewnić się, czy nic nie zostało i nie będzie powodowało późniejszych powikłań.

Opek – zdjęcie porównawcze po usunięciu chorych zębów.

W przypadku moich kotów zabiegi ekstrakcji miały różny zasięg – Stefan stracił tylko kilka zębów, bo tylko tyle miał, natomiast np. Kiwi pozbyła się na raz 18 sztuk. To jest stan, którego ja sobie nawet nie jestem zdolna wyobrazić. Tymczasem koty radzą sobie z takimi wyzwaniami. Ważne jest jednak to, aby dbać o ich dobrostan z dniach następujących po zabiegu. Należy więc omówić z lekarzem prowadzącym kwestię podawania leków przeciwbólowych (w naszych przypadkach były to opioidy) i przeciwzapalnych (by nie doszło do rozwinięcia się pozabiegowego stanu zapalnego) a także ustalić termin wizyty kontrolnej.

Bunia ze znieczulonym miejscowo pyszczkiem zaraz po wybudzeniu.

Dobrze jest też ok. 48h po zabiegu podawać kotu mocno rozdrobione (lub nawet zblendowane) mokre jedzenie tak, by nie podrażniać naruszonych dziąseł. Trzeba też zwracać uwagę na szwy – u niektórych kotów może bowiem, tak jak u Kiwi, wystąpić odczyn na nici, co podnosi dyskomfort i opóźnia proces gojenia. Bywa więc, że takie szwy, jak w naszym przypadku, należy usuwać ręcznie, gdy tylko pozwoli na to wstępny zrost tkanek.

Bezzębny kot na co dzień

To, co jest największym zyskiem z zabiegu, to, że kot bez zębów przestaje odczuwać ból, może swobodnie jeść, myć się, ale, co najważniejsze, przestaje stale podtruwać swój organizm w wyniku ciągnącego się stanu zapalnego, podnoszącego ilość bakterii w organizmie. Wielu opiekunów, którzy zdecydowali się na ten zabieg, po jego wykonaniu jest zaskoczonych jak bardzo poprawił się stan ich zwierzaka. Tak, pierwszych kilka dni bywa trudne, ale gdy już dziąsła się wygoją kot spokojnie rozgryza nimi większe kawałki mięsa czy karmy z puszki i nie ma z tym problemu. Z diety wypadają natomiast elementy kostne czy chrzęstne.

Poza aspektami związanymi ze zdrowiem, jedzeniem i higieną bardzo ważny jest też kontekst behawioralny. Problemy stomatologiczne to ciągły, chroniczny ból. Ból wywołuje rozdrażnienie, rozdrażnienie się kumuluje, prowadzi do frustracji a frustracja rodzi agresję. Koty z kłopotami w obrębie jamy ustnej są więc drażliwe, łatwo wpadają w konflikty, nie chcą nawiązywać prawidłowych reakcji społecznych i są bardzo trudne jeśli chodzi o relacje w grupie. I nie ma się do dziwić. Wystarczy sobie przypomnieć jak my się czujemy psychicznie gdy boli nas jeden ząb. A kota z problemem stomatologicznym nie rzadko boli całe wnętrze pyska. Dlatego też badanie stomatologiczne jest jednym z obowiązkowych elementów diagnostycznych u kota z zachowaniami agresywnymi. Dopiero bowiem gdy w paszczy jest spokój psychika ma szanse się wyciszyć.

Wszystkie moje zwierzaki, po usunięciu zębów, są spokojne i szczęśliwe, nie mają problemów z jedzeniem i doskonale funkcjonują w codziennym życiu. Tylko czasem, gdy przyjdzie do kocich zapasów, wychodzą z nich nieco bardziej obślinione a w ich oczach widać zdziwienie mówiące: „jak to nie mogę go/jej ugryźć!?” Ale to jedyny moment gdy tęsknią za zębami. Poza tym z powodu ich braku czują wyłącznie ulgę.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o