Kocie odkłaczanie – co warto wiedzieć?

Kot w domu to oczywiście radość i słodycz. Ale, jak to w życiu, jest też druga strona medalu. Natykamy się na nią gdy w nocy, idąc po ciemku do łazienki, natrafimy bosą stopą na mokry, zwymiotowany chwilę wcześniej przez kota „kłak”. Swoją drogą nigdy nie mogę się zdecydować czy „wolę” te zimne, czy te jeszcze ciepłe… Niemniej fakty są takie, że większość kotów raz na jakiś czas wymiotuje w ten sposób. Dlatego też warto wiedzieć z czym to się wiąże i jak, w razie czego, sobie radzić.

Do czego kotu służą wymioty „kłakami”?

Odpowiedź jest szalenie prosta – do oczyszczania przewodu pokarmowego z tworzących się tam złogów futra. Czemu te złogi się tworzą? Ponieważ kot dba o swoją okrywę włosową poprzez jej skrupulatne wylizywanie. Znajdujące się na górnej powierzchni jego języka drobne haczyki keratynowe służą rozczesywaniu sierści, a ślina pomaga w usuwaniu zabrudzeń. Jest w tym jednak, nomen omen, pewien „haczyk” właśnie. Otóż kot, liżąc się, połyka część włosów. Te natomiast nie są trawione przez jego przewód pokarmowy. Albo więc wyjdą razem z kałem, albo, co jest zdecydowanie gorsze, będą się zbierać w jelitach. Jeśli kot ich nie usunie, mogą być bardzo poważnym zagrożeniem, bowiem są wstanie przekształcać się w tzw. pilobezoary, czyli w skrajnym przypadku dosłownie kamienie złożone ze sprasowanej sierści. Taki pilobezoar, jeśli jest naprawdę twardy i duży, jest w stanie zaczopować światło kociego jelita, doprowadzając do niedrożności i bardzo poważnych konsekwencji – ze śmiercią włącznie. Bywa, że kota cierpiącego z powodu takiej dolegliwości, trzeba na cito operować, by ratować mu życie. Zatem, z dwojga złego, już chyba lepiej aby kot wymiotował…

Czy każdy kot zwraca kłaczki?

Okazuje się, że nie. Są takie chwalebne wyjątki, które całość zjedzonej sierści wydalają z kałem i nie wymiotują praktycznie nigdy (albo skrajnie rzadko typu: raz do roku). Niestety – są też zwierzęta usytuowane na drugim końcu tej skali, które wymiotują praktycznie co kilka dni. To w zasadzie również nie jest normalne, bowiem statystycznie kot pozbywa się nagromadzonych w przewodzie pokarmowym włosów co kilka tygodni. Jeśli zatem nasz zwierzak wymiotuje kulami włosowymi bardzo regularnie, może to oznaczać, że spożywa ich nadmierną ilość, a to z kolei może być świadectwem nadmiernych czynności pielęgnacyjnych, które mogą być objawem jakiegoś zaburzenia (przesadną pielęgnację okrywy włosowej zalicza się do grona zachowań obsesyjnych, związanych z zastępczym rozładowaniem napięcia psychicznego).

Przy czym, jak to u kotów, nie jest to regułą. Najstarszy kot mojej mamy, Gruby, miał w swoim życiu taki okres, kiedy w ciągu 7 dni potrafił zwrócić 10 kłaków, przy czym wcale się nadmiernie nie wylizywał, nie miał żadnych przełysień, problemów psychicznych ani infekcji skórnych. Skąd brał cały ten futrzany arsenał? Nie mamy pojęcia… Na potrzeby wyjaśnienia tej zagadki zastanawiałyśmy się, czy ten kot nie ma pokrytego futrem wnętrza żołądka, bo nic innego nie byłoby w stanie wyjaśnić takich ilości kłaków. Problem nieco się zmniejszył po zmianie diety, ale o tym dalej.

Od czego zależy jakość kociego futra?

W pierwszej kolejności od… diety. Im lepsza, bardziej dostosowana do kocich potrzeb gatunkowych dieta, tym lepszy włos, który wolniej jest wymieniany. Kiedyś linienie kotów przybierało bardziej tryb sezonowy: koty gubiły grubsze futro po zimie, a następnie obrastały nim ponownie pod koniec lata, przygotowując się na jesienne chłody. Obecnie,w przypadku domowych kotów niewychodzących, które spędzają cały rok we względnie podobnych temperaturach, proces wymiany włosa przebiega z mniej więcej równą intensywności przez cały rok (o czym wie każdy kto, posiadając kota, naiwnie trzyma też w domu czarne ubrania…). Co zatem zdobić, by koci włos „sypał się” ze zwierzaka w nieco mniejszych ilościach? Przede wszystkim zadbać o skład posiłków.

Koci włos w 90% składa się z białek, a dorosły zwierzak nawet 30% dziennego zapotrzebowania na ten składnik pokarmowy przeznacza na odbudowę komórek skóry i wzrost włosa. Największe znaczenie mają przy tym aminokwasy siarkowe – zawarta w mięsie metionina i powstająca z niej endogennie cysteina. Ponadto istotny wpływ na kondycję okrywy włosowej mają też pierwiastki śladowe: żelazo, cynk, miedź i jod. Ważne są też kwasy Omega 3 (DHA i EPA), zawarte w olejach ryb łososiowatych oraz w żółtku jajka. Jeśli tych elementów zabraknie – jakość włosa będzie kiepska, a linienie będzie się nasilać. Co za tym idzie – kot będzie połykał więcej sierści a problem kłaczków stanie się intensywniejszy.

Po czym poznać, że kot jest „zakłaczony”?

Objawy zakłaczenia mogą być rozmaite. Od osowiałości i utraty apetytu, przez nawracające wymioty śliną i żółcią z żołądka (niestety nie każdy kot od razu potrafi pozbyć się z przewodu pokarmowego nieproszonego gościa) aż po zaparcia i problemy z prawidłowym wydaleniem kału. Jest to dla kota stan bardzo nieprzyjemny, wywołujący spory dyskomfort, dlatego też warto wiedzieć jak mu wtedy pomóc.

Podwójny kłaczek Buni – taki prezent o poranku

Jak działać przy zakłaczeniu (doraźnie i prewencyjnie)?

Pierwsza sprawa to postępować zgodne z naturalnymi preferencjami kota – wprowadzanie do przewodu pokarmowego obcych i drażniących substancji może jeszcze zaognić sprawę. Dlatego warto zastanowić się co NATURALNEGO możemy wykorzystać, by poprawić stan naszego zwierzaka. Oto parę propozycji:

  • tłuszcze – przede wszystkim mowa tu o tłuszczach pochodzenia zwierzęcego. Sprawdzą się więc środki takie jak olej Omega 3 (nie roślinny tylko zwierzęcy), smalec gęsi lub wieprzowy bądź też szpik kostny wydłubany z wołowych kości ciętych. W ostateczności może też być masło, jeśli pod ręką nie ma nic innego. Kotu o masie ciała ok. 5 kg podaje się tłuszcz w ilości ok. 1 łyżeczki do herbaty i czeka się na efekty. UWAGA! Podawanie skoncentrowanego tłuszczu nie jest wskazane u kotów z problemami z wątrobą (może to wywołać zaostrzenie objawów) ani u kotów z biegunką. W takich przypadkach trzeba skorzystać z innych opcji.
  • „glutek” z siemienia lnianego – robi się go bardzo łatwo: wystarczy zaparzyć nieco siemienia lnianego, a następnie wystudzić napar i strzykawką ściągnąć wydzielający się na powierzchni naparu „glut”, który następnie podaje się kotu do pyska (niestety nie jest to smaczne, ale bywa bardzo skuteczne). Jest to substancja bezpieczna dla zwierząt w każdym wieku i nie ma żadnych przeciwwskazań do jej podawania. Dobrze jest jej podać nieco więcej niż opisanego wyżej tłuszczu – nawet do 10 ml, ponieważ ma ona łagodniejsze działanie.
  • kocia trawa lub bezpieczne zioła – to najbardziej naturalny sposób „odkłaczania” kota – tak bowiem przebiega to w naturze. Kot obgryza liście traw i innych roślin, które, po trafieniu do przewodu pokarmowego, prowokują wymioty. Niestety nie każdy kot lubi obgryzać trawy, jednak jeśli akurat nasz pupil należy do grupy zainteresowanej tą aktywnością warto zapewnić mu dostęp do takiej opcji (więcej na ten temat można przeczytać tutaj).
  • gotowe pasty odkłaczające – cóż, gdy nie ma innej możliwości, lub gdy nic innego nie działa, można po nie sięgnąć, jednak do refleksji skłania ich skład. Do głównych składników past odkłaczających należą produkty uboczne pochodzenia roślinnego (w tym słód, a więc skiełkowane, wysuszone i ponownie nawilgocone ziarna zbóż), oleje roślinne (np. olej sojowy) a także nie rzadko mleko i pochodne oraz cukry. Nie są to więc elementy, które powinny regularnie trafiać do kociego organizmu, a najlepiej, by nie trafiały tam wcale.
  • regularne czesanie – choć może się to wydawać nieoczywiste, to jednak nasza dbałość o okrywę włosową kota może znacząco wpłynąć na jego problem z zakłaczaniem. Szczególnie ma to znaczenie u kotów półdługowłosych i długowłosych. Dlatego, drodzy Opiekunowie, szczotki w dłoń! Regularne usuwanie martwego włosa (zarówno okrywowego jak i podszerstka) może wydatnie pomóc Waszemu kotu!

Czego nie robić?

Absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno podawać kotu dopyszcznie ciekłej parafiny (ta sama zasada dotyczy kotów z zaparciami na podłożu innym niż zakłaczenie). Parafina może być dla kota śmiertelnym zagrożeniem, jeśli dojdzie do zachłyśnięcia tą substancją – lepka ciecz, która dostaje się w takim przypadku do drzewa oskrzelowego, doprowadza do zaklejenia dróg oddechowych, co prowadzić może do rozwinięcia się zachłystowego zapalenia płuc i śmierci zwierzaka (niestety takie przypadki nie są odosobnione). Jeśli natomiast parafina faktycznie trafi do przewodu pokarmowego, obklei sobą kosmki jelitowe, upośledzając ich funkcję polegającą na wchłanianiu zemulgowanej treści pokarmowej i będzie utrudniała procesy trawienne nawet przez kilka tygodni. Dlatego jedyna dopuszczalna forma użycia parafiny dotyczy lewatywy, to bowiem nie stanowi zagrożenia dla pacjenta.

Kiepskim pomysłem jest też próba wywołania efektu odkłaczania przez podawanie suchych karm dedykowanych do tego celu czy też przysmaków w formie krokietów bądź chrupek. Analizowana przeze mnie karma pewnego znanego producenta, o dedykowanym działaniu wspomagającym perystaltykę jelit, w porażającej części składa się z pochodnych zbóż (ryż, kukurydza, pszenny gluten paszowy, kukurydziany gluten paszowy), dla których w ogóle nie ma miejsca w diecie obligatoryjnego mięsożercy. Co więcej – obecność owego glutenu jest przez producenta podkreślana w opisie jako atut, bowiem dzięki obecności glutenu pszennego karma zawiera „lekkostrawne białka” (szkoda tylko, że roślinne…), które mają przyczyniać się do zredukowania procesów fermentacji w jelitach. Cóż, pozostaje tylko zapłakać…

Druga grupa „specyfików na zakłaczenie” to rozmaite przysmaki i przekąski o działaniu „odkłaczającym”. Niestety, gdy wczytamy się w ich skład, ponownie robi się smutno. Można się w nich doszukać dosłownie wszystkiego: od ryżu, prosa, mączki skwarkowej, mleka i pokrewnych produktów nabiałowych, przez borówki, suszone muszle, kwiaty nagietka i suszoną korę wiązu aż po wszelkiego rodzaju produkty uboczne pochodzenia roślinnego i zwierzęcego czyli tak de facto nie wiadomo co. A tymczasem wszystko, czego potrzebuje większość zwierząt, to odrobina właściwego dla nich, odzwierzęcego tłuszczu…

Przypominam w tym miejscu, że na proces prawidłowego wydalania zarówno mas kałowych jak i przyswajania składników odżywczych z karmy niebagatelny wpływ ma wilgotność spożywanego przez kota pożywienia. Nie oczekujmy więc dobrego wydalania mas kałowych, szczególnie tych dodatkowo zagęszczonych włosami, jeśli kot będzie spożywał jedzenie lub dodatki żywieniowe, które go metabolicznie odwadniają. Z kolei obecność niestrawialnych włókien pokarmowych będzie podnosiła objętość odchodów i zwiększała częstotliwość ich wydalania, co doprowadzi do większego obciążenia jelit, które będą miały więcej „odpadu” do przepchnięcia. Krótko mówiąc – nie tędy droga.

Kiepskim pomysłem na walkę z zakłaczeniem są też wszelkiego rodzaju domorosłe sposoby takie jak podanie kotu mleka, śmietanki, oleju roślinnego czy innego nieprzeznaczonego dla niego pokarmu. W ten sposób możemy doprowadzić do całkiem poważnego podrażnienia przewodu pokarmowego i jeszcze bardziej pogorszyć stan zwierzęcia.

Jak często odkłaczać?

Tu niestety nie ma reguły. Są koty, które wymagają pomocy w odkłaczaniu nawet 2-3 raz w tygodniu, są takie, którym trzeba podać dodatek żywieniowy raz na kilka miesięcy, a są też takie, u których taka pomoc wcale nie jest wymagana, bo świetnie radzą sobie same. To, co mogę powiedzieć ze swojej strony, to to, że, w mojej ocenie, problem zakłaczenia jest zdecydowanie dietozależny.

Dieta a problem zakłaczenia

Znam wiele kotów, które w przeszłości bardzo często przytykały się kłakami a potem wielokrotnie wymiotowały, próbując się pozbyć problemu. U przeważającej części z nich problem albo zniknął, albo znacząco się zmniejszył po odstawieniu karmy suchej i przejściu na dietę mokrą wysokomięsną, lub na BARF. Wpłynęły na to następujące czynniki:

  • właściwa zawartość wysokoprzyswajalnego białka odzwierzęcego, która wpłynęła pozytywnie na jakość okrywy włosowej (mniejsze linienie),
  • właściwe nawodnienie organizmu i odpowiednia konsystencja kału (łatwiejsze wydalanie mas kałowych),
  • odpowiednia zawartość tłuszczy pochodzenia zwierzęcego w diecie (lepszy poślizg dla połkniętej sierści, która dzięki temu łatwiej przechodzi przez jelita).

Zakłaczenie wydaje się czymś banalnym, jednak w rzeczywistości to problem, którego nie wolno bagatelizować. Dobrze natomiast być przygotowanym na taką okoliczność i wiedzieć jak działać aby nie zaszkodzić.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o