fbpx

Żyć jak kot – recenzja

W połowie marca utknęłam nieplanowanie na dworcu we Wrocławiu i pod wpływem chwili kupiłam tę książkę – „Żyć jak kot!” autorstwa francuza Stephana Garniera. To niewielka pozycja wydana przez Andromedę objęta patronatem medialnym magazynu Kocie Sprawy. Oto garść przemyśleń po lekturze 🙂

Powiem Wam szczerze, że ja zawsze mam trochę kłopot z takimi książkami. Przede wszystkim dlatego, że nie mam pojęcia czy one są wydawane na poważnie czy dla żartu. Serio – nie umiem tego ocenić.

Książka jest napisana w stylu poradnikowym – zawiera kilkadziesiąt krótkich rozdziałów, każdy poświęcony innemu zagadnieniu. Czyta się to szybko i przyjemnie (zazwyczaj), a na końcu każdego fragmentu umieszczone jest krótkie hasło podsumowujące treść. Np. w rozdziale o odpoczynku możemy przeczytać: „Naucz się czerpać przyjemność ze snu, to w niczym nie przeszkodzi Ci 'korzystać z życia’. Zwłaszcza w tak ograniczonym sensie, jaki często nadajemy temu zdaniu w dzisiejszym świecie”. Albo inny przykład, z rozdziału o samokontroli: „Przestań się ciągle miotać! Co za bezsensowna strata energii! Naucz się opanowywać? ;-)”. Generalnie rady cenne i „w punkt”. We mnie jednak od razu rodzi się pytanie: świetnie, tylko jak to zrobić? Na to już niestety publikacja nie odpowiada…

Tak się składa, że ja też napisałam poradnik, tworzę też regularnie teksty dla kocich opiekunów, materiały szkoleniowe, przygotowuję wykłady oraz prelekcje i serio staram się podczas tych działań proponować kocim opiekunom możliwie konkretne wskazówki. Wiadomo, że na pewne skomplikowane zagadnienia typu „Dlaczego moje koty są skonfliktowane?” nie da się odpowiedzieć precyzyjnie w kilku zdaniach. Ale można wskazać drogę: w przypadku konfliktu przyjrzeć się kocim charakterom (bo może są źle dobrane), kocim potrzebom (bo może nie są realizowane), dostępności zasobów (bo może jest zbyt mała a konflikt to forma rywalizacji) – jest kilka tropów, którymi warto podążyć. I być może przez to „skrzywienie zawodowe” takich wskazówek bym oczekiwała – konkretu, a nie ogółu. Tymczasem, zgodnie z logiką tej książki, podsumowanie brzmiałoby zapewne: „Konflikty Cię wyniszczają i nie przynoszą nic dobrego – nie angażuj się w nie dla własnego doba”. Super! Tylko jak…

Ponadto choć autor przedstawia siebie jako „kociarza” a w treści publikacji odwołuje się do losów swojego pupila o imieniu Ziggi (do którego jeszcze wrócę), to mam wrażenie, że on chwilami kompletnie nie zna kotów. No bo jak można napisać, że nie ma kotów niepewnych i wycofanych? No jak?! A no proszę bardzo – np. tak: „Czy zdarzyło ci się kiedyś spotkać introwertycznego, nieśmiałego kota? Nigdy! Kot jest dumny, jest najlepszy i o tym wie” (s. 89). Otóż, drogi Autorze, tak zdarzyło mi się, nie jeden raz. Powiem więcej – mam takiego kota w domu… Ta książka nie jest o kotach – tylko o naszym wyobrażeniu na temat kotów. I ok, bo to też fajne, ale nie stawiajmy w takim przypadku kota za wzór, jeśli nie spełnia on wytycznych tego wzoru, bo to może doprowadzić do wykreowania zafałszowanego obrazu, a zakładam, że nie taki jest cel.

I tutaj przechodzę do historii Ziggiego i mojego skrzywienia. Otóż, moi Drodzy, ja mam takie zawodowe odchylenie: dla mnie KAŻDA pozycja dotycząca kotów powinna być jednocześnie pozycją edukacyjną: promować dobre rozwiązania, bezpieczeństwo, odpowiedzialność, zdrowe żywienie, obalać mity i sprzeciwiać się głupocie. Taka „podprogowa” edukacja. I tak, ja wiem, że tak się nie da. Ale na litość – nie propagujmy nieodpowiedzialności! Tymczasem w rozdziale na stronie 109 nasz autor radośnie opisuje jak jego wypuszczany bez kontroli kot został potrącony przez motor i w wyniku tego faktu stracił łapę (dobrze, że przeżył!). I co? I NIC!!! Kot nadal wychodzi samopas. Co więcej – JEST NIEKASTROWANY!!! I kryje niekastrowaną kotkę sąsiadki!!! (s.111) SERIO?! Ja rozumiem, że ten opis służył temu, by pokazać, że kot ma wielką zdolność do przystosowania się do warunków i że człowiekowi też by się to przydało, ale naprawdę nie można było tego zilustrować innym przykładem? Oczywiście nie mam dowodów na to, że nie jest to literacka fikcja (tak jak fragmenty, w których wypowiada się sam Ziggy), ale naprawdę jest po co taką fikcję tworzyć? Bo jeśli ja przyjęłam te treści literalnie, to czy nie ma ryzyka, że ktoś inny również je tak przyjmie uznając wypuszczanie, niekontrolowany rozród i nocne łapanie gryzoni za rozrywki przynależne kotom, których nie wolno im odbierać? Obawiam się, że tak może być… I po co to?

Jest jednak, na osłodę, jeden fragment, który zachwycił mnie do głębi. To właśnie wypowiedź włożona w pyszczek Ziggiego, która pojawia się pod sam koniec książki (a szkoda, bo niecierpliwy czytelnik może do niej przez to nie dotrzeć). I dotyczy tego kontrowersyjnego dla niektórych tematu, jakim jest spanie kotów z opiekunami w łóżku. Ziggi mówi tam:

„Niektórzy z was lubią z nami spać, jednak inni, kiedy kładą się wieczorem, zamykają nam drzwi przed nosem! To prawda, że gdy jesteśmy małymi kociakami, trochę się w łóżku wiercimy, a że nie śpimy za wiele w nocy, to mamy ochotę na zabawę. Ale po kilku latach uspokajamy się, więc otwórzcie nam drzwi, a będziemy grzecznie drzemać w waszych nogach.

Bo jeśli przychodzimy do waszego łóżka, to poza miękkimi poduszkami i ciepłą kołderką, także po to, by was chronić… Kto czuwa w nocy, by złe duchy nie zakłócały waszych snów? Kto trzyma straż w ciemności, siedząc na parapecie okna w salonie, by żaden złośliwy chochlik nie wtargnął do domu?

To również nasza misja… Śpimy z Wami by lepiej Was chronić. Możecie mi wierzyć lub nie. Nawet jeśli wydaje Wam się to bajką, pomyślcie o tym!” (s. 225).

Tak, wiem, fikcja. Ale za to jaka miła 🙂 Ja tam lubię wierzyć, że tak właśnie jest – że ja dbam o moje koty w dzień, a one o mnie w nocy. I cieszę się, że jeszcze ktoś poza mną tak myśli 😉

Podsumowując – ta książka nie powie Ci co zrobić, by „zostać kotem”. Myślę, że koty zbyt dobrze strzegą tej tajemnicy by tak po prostu się nią podzielić. Ale na pewno znajdziesz w niej wiele bardzo ciekawych, mądrych, a niekiedy wzruszających cytatów o kotach (otwierają każdy rozdział) i, być może, spędzisz miło popołudnie nad lekturą. Nie uznałabym jednak tej publikacji za źródło rozbudowanej wiedzy (zwłaszcza kociej). Raczej za książkowy przerywnik do kawy…

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk