Wizyta z Bunią u osteopaty

Pamiętacie wpis o objawach nieswoistych? O dziwnym kaszlu Buni, którego nikt nie mógł zdiagnozować? Poszukiwanie odpowiedzi zaprowadziło nas aż do Osteopaty. A że to temat trudny i dla wielu kontrowersyjny – pomyślałam, że sprawę przybliżę.

Czym jest Osteopatia?

Od tego w zasadzie należałoby zacząć. Pozwolicie, że będę się w tym celu posiłkować Wikipedią, zamiast tworzyć definicję samodzielnie. Tak więc:

„Osteopatia (zaliczana do medycyny niekonwencjonalnej) jest metodą, w której badanie manualne wykorzystywane jest do stawiania diagnozy i leczenia chorych. Osteopatia uznaje i akceptuje zależność pomiędzy ciałem, psychiką i umysłem zarówno w stanie określanym jako zdrowie, jak i w stanie chorobowym. Traktuje ona ciało ludzkie jako całość zarówno w aspekcie strukturalnym, jak i funkcjonalnym, zakłada ona, że organizm ludzki posiada zdolności do autoregulacji i przywracania homeostazy. Leczenie osteopatyczne jest więc ściśle powiązane z indukcją tychże mechanizmów.

Główne zasady osteopatii:

  • Organizm ludzki stanowi jedność.
  • Budowa ciała oraz zachodzące w nim procesy są wzajemnie powiązane zarówno w płaszczyźnie strukturalnej, jak i duchowo-psychicznej.
  • Organizm posiada własne mechanizmy samoleczenia i autoregulacji.
  • Procesy lecznicze wynikają z powyższych trzech zasad.
    Osteopatia koncentruje się przede wszystkim na zdrowiu, a nie na zwalczaniu chorób.

Nie będę Was tu zanudzać historią, powiem tylko że twórcą Osteopatii był XIX-wieczny lekarz amerykański lekarz Andrew Taylor Still, który w drugiej połowie wieku zdefiniował osteopatię jako formę ulepszenia medycyny konwencjonalnej. W 1892 założył pierwszą szkołę osteopatii American School of Osteopathy w Kirksville w Missouri (dane także z Wikipedii). Z czasem idea dotarła też do Europy i rozwijała się w wielu krajach, a swoim zasięgiem obejmowała także zwierzęta: przede wszystkim konie, ale z czasem także psy i inne gatunki. I tu pierwsze utrudnienie – koty są w tej metodzie na cenzurowanym i nikt nie chce się nimi zajmować, bo to skrajnie trudni pacjenci. Znalezienie osteopaty, który pracuje z kotami to prawdziwy ewenement. Na szczęście, jak zobaczycie dalej, nam się udało.

Techniki osteopatyczne

Tak, Osteopatia łączy w sobie elementy fizyczności i psyche. Tyle tylko, że uznanie warstwy psychicznej wcale nie jest obowiązkowe, aby korzystać z tej metody. Nie powiem, że ją neguję, bo nie w tym rzecz. Dla mnie jednak ważniejsze są tu inne elementy, takie jak terapia powięziowa czy czaszkowo-krzyżowa, a więc działania, którym zdecydowanie bliżej do fizjoterapii niż seansów spirytystycznych. Te dwa terminy zmieniają sposób patrzenia na ciało tak ludzi jaki zwierząt i pozwalają działać w sposób, który w podejściu uznawanym za „klasyczne” nie byłby obecny.

W podejściu osteopatycznym przyjmuje się, że powieź, to struktura zbudowana z tkanki łącznej, która łączy i otacza całe ciało. W klasycznej anatomii ciało składa się z ok. 360 odrębnych mięśni. W Osteopatii będzie to 1 powieź podzielona na 360 „kieszonek”, a napięcie w jednym miejscu będzie wywoływało efekt nie tylko w tkankach sąsiednich, ale być może także w zupełnie innym fragmencie ciała, który będzie za sobą „ciągnąć”. Dlatego tak ważne jest odnajdywanie punktów, w których powięź jest napięta i jej skuteczne rozluźnianie tak, aby organizm wracał do równowagi i nie był blokowany. W związku z tym w Osteopatii tak ważna jest praca nad bliznami i zrostami – bo blizna to napięcie, a napięcie jest niepożądane, bo blokuje inne elementy.

Inną techniką jest tzw. terapia/ocena krzyżowo-czaszkowa, częściej spotykana pod nazwą: kranio-sakralna (od łac. cranium – czaszka i sacrum – kość krzyżowa). Chodzi tu o połączenie anatomiczne pomiędzy tymi dwiema kośćmi, które następuje dzięki płynowi mózgowo-rdzeniowemu. Pomiędzy cranium a sacrum następuje stały, łączący je ruch (oczywiście w znaczeniu mikro-ruchów), który powinien odbywać się płynnie i bez przeszkód. Ruch ten jest rytmiczny i wiąże się z oddechem, jest to pierwszy ruch, który ciało wykonuje jeszcze na etapie płodowym i ostatni, który wygasa po śmierci (u konia ruch czaszkowo-krzyżowy jest wyczuwalny jeszcze przez kilkadziesiąt minut po zgonie). Jeśli w kręgosłupie nic nie jest zablokowane wszystko następuje płynnie i rytmicznie. Jeśli jednak któryś z kręgów jest zrotowany, skrzywiony lub zablokowany – ruch jest zaburzony, a to prowadzi do dalszych problemów w funkcjonowaniu organizmu, które wiążą się z napięciem i kompensacją. To z kolei prowadzi do kolejnych, wtórnych problemów.

Moja styczność z Osteopatią

Zdaję sobie sprawę z tego, że to, co napisałam powyżej, dla wielu może brzmieć jak szarlatanizm i naciągactwo. Ja sama także byłam sceptycznie nastawiona do tej metody, dlatego postanowiłam poznać ją bliżej. I tak, w grudniu 2018, wybrałam się do Wrocławia na wykład prowadzony przez włoską Osteopatkę, fizjoterapeutkę i lekarkę weterynarii Benedettę Nesti, która przybliżała nam podstawy tej dziedziny pracy z ciałem zwierzaków.  Szkolenie zorganizowała wrocławska Szkoła Osteopatii Zwierzęcej ISOA.

Szkolenie z Benedettą Nesti – Wrocław, 12.2018

Benedetta w swoim wykładzie nie ograniczyła się tylko do teorii – na sali były obecne dwa psiaki, które podczas zajęć zostały poddane najpierw ocenie osteopatycznej (omawianej na bieżąco przez prowadzącą), a później także terapii osteopatycznej: u pierwszego psa była to terapia blizn, w związku z niedawną operacją korygującą dysplazję w stawach łokciowych, a u drugiego Bendetta zastosowała technikę TRAST, która pozwoliła na prawidłowe ułożenie zblokowanego kręgu. I uwierzcie mi lub nie, ale po obu tych zwierzakach było widać różnicę w poruszaniu się po zabiegach.

Szkolenie z Benedettą Nesti – Wrocław, 12.2018

To, co widziałam we Wrocławiu na własne oczy, było jedynie potwierdzeniem tego, o czym słyszałam już wcześniej, na przykładzie zwierząt moich znajomych: że Osteopatia potrafi znaleźć rozwiązania tam, gdzie inne dziedziny medyczne rozkładają ręce. Przykład? Proszę bardzo. Przewlekle kaszlący i kulejący koń, którego leczono latami na różne sposoby bez efektów, aż w końcu austriacka specjalistka „naprawiła” mu biodra prawidłowo je ustawiając. Ok, przestał kuleć, ale co z kaszlem? Otóż rotacja bioder pociągała za sobą napięcie w przeponie oddechowej, która to przepona upośledzała pracę płuc wywołując kaszel. Proste? Dla osteopaty tak, dla rzeszy lekarzy nie…

Z technikami osteopatycznymi pracują nie tylko sami Osteopaci, ale także np. Fizjoterapeuci. Takich łączonych technik używa w swojej pracy m.in. Martyna Bajerska z Equilibrio, doświadczona końska fizjoterapeutka, która godzi elementy Osteopatii z klasyczną terapią typu fizjo. Efekty? Doskonałe!

To właśnie po rozmowie z Martyną pojawił się pomysł konsultacji Buni (choć ja sama myślałam o tym już wcześniej). Skłoniła mnie do tego pewna dodatkowa obserwacja (poza tym nieszczęsnym kaszlem), a mianowicie gdy Bunia była miziana po kręgosłupie na wysokości kręgów krzyżowych – zaczynała lizać powietrze lub przednie łapy. Gdy stymulacja ustawała – ustawał też efekt. Może wydawać się to śmieszne, ale u zwierząt dopuszczalne jest tylko jedno zachowanie pozornie „bez sensu” – jest to zabawa. Każe inne „bezsensowne” czynności mają swoje źródło i są świadectwem jakiegoś odstępstwa. A nad odstępstwami należy się pochylać, a nie uważać za zabawne i nagrywać „śmieszne filmiki” na YT. Ta zależność między stymulacją okolic lędźwi a odruchem lizania nie była obecna u Buni zawsze (podobnie jak kaszel) – to się pojawiło i musiała za tym stać jakaś przyczyna. A ja uparłam się, że dowiem się jaka.

Ponadto ostateczna diagnoza, jaką Bunia dostała w związku z kaszlem, koncentrowała się wokół terminu „astma”. Kicia dostała leki sterydowe najpierw w zastrzykach (pomogło na tydzień), a potem wziewne. No i tu już pojawił się kłopot. Bo choć częstotliwość kaszlu zmalała, to zmniejszenie okazało się tylko nieznaczne – zdecydowanie mniejsze niż po sterydzie ogólnym. I to po raz kolejny dało mi do myślenia. Bo przecież steryd w zastrzyku może zadziałać na wiele rzeczy – może więc poprawa nie wynikała z jego efektu na płuca, ale na coś innego w kocim organizmie?  Poza tym Bunia bardzo źle psychicznie znosiła wykonywane dwa razy dziennie sterydowe inhalacje, a samo łapanie jej do tego pozornie nieinwazyjnego zabiegu wiązało się z wielkim stresem i napięciem – mój własny kot zaczął przede mną uciekać w panice. Uznałam więc, że nie tędy droga. I tak zapadła decyzja o konsultacji.

Konsultacja osteopatyczna Buni

Tutaj muszę wrócić do początku tego wpisu – bo jak już wspomniałam: mało kto chce wykonywać osteopatyczną terapię na kotach. Czemu? Bo to terapia związana z dotykiem: bardzo specyficznym, nastawionym na wyczuwanie anomalii w organizmie. A kot, który się denerwuje, spina, wierci, ucieka – jest jedną wielką anomalią. Także Benedetta, podczas wrocławskiego szkolenia, podkreślała, że koty to bardzo trudni pacjenci, więc i znalezienie specjalisty nie było proste.

Na szczęście los mi sprzyjał i tak, dzięki Matrynie, trafiłam na Pana Marcina Szkolnickiego z wrocławskiej Szkoły Osteopatii Zwierzęcej ISOA. Do tego, zupełnie wyjątkowo, dostałam termin prawie natychmiast – zapadła więc decyzja o podróży do Wrocławia. Tu należy nadmienić, że Bunia jest kotem, który nie opuszcza domu, a choć jako małe kocię jeździła ze mną na tej trasie, to było to wiele lat temu i te wspomnienia dawno się zatarły. Spodziewałam się więc rozpaczającego, miauczącego kota, w ciężkim stresie. Tymczasem miałam do czynienia z kotem co najwyżej obrażonym, ale mimo wszystko spokojnym.

Obrażona Bunia czeka na wizytę.

Gdy dotarliśmy do miejsca konsultacji o wyznaczonej porze okazało się, że przed nami był jeszcze jeden pacjent: duży pies w typie owczarka collie, którego opiekunowie „przyprowadzili” w ten sposób, że pod jego miednicą przeciągnięta była taśma podtrzymująca tył, ponieważ pies miał silny niedowład tylnych kończyn. Pół godziny później, gdy ten sam psiak opuszczał gabinet, wyszedł stamtąd na własnych łapach. Fakt, jeszcze niepewnych, ale rytmicznie poruszających się po podłożu, podtrzymujących psi tył. SAM! Nie, nie wydawało mi się, nie, nie wyolbrzymiam czegoś, co źle zinterpretowałam pod wpływem emocji. Dziś żałuję, że tego nie nagrałam, więc musi Wam wystarczyć moja relacja.

Gdy przyszła pora na Bunię Pan Marcin podszedł do niej bardzo spokojnie i z ogromnym wyczuciem. Najpierw zebrał niezbędny wywiad, potem dokonał tzw. „oceny osteopatycznej”, aby ustalić gdzie są ewentualne problemy (często bywa tak, że pierwsza ocena ujawnia tylko część rzeczy jeśli w  organizmie doszło do nawarstwień), a następnie przeprowadził terapię naprawczą, której celem było usunięcie blokad i przywrócenie równowagi w problemowych miejscach. Potwierdziły się przy tej okazji moje podejrzenia – Bunia miała zablokowany jeden z kręgów w odcinku lędźwiowym kręgosłupa i kolejny tuż przy nasadzie ogona.

Zapoznanie pacjentki i terapeuty 🙂

Co ciekawe – pomimo kilkunastominutowej sesji dotyku, który zdecydowanie był dla kota czymś dziwnym i zaskakującym, Bunia nie panikowała, nie wyrywała się i nie wykazywała oznak silnego dyskomfortu ani, tym bardziej, bólu. Owszem, była niezadowolona, ale było to bardziej niezadowolenie typu „już bym sobie stąd poszła” niż „zaraz umrę”. I nie wydała z siebie żadnego dźwięku – podczas gdy zwykle w gabinecie przy standardowym badaniu miauczy, śpiewa i się skarży. Po czym grzecznie siadła w transporterze i bez protestów wróciła do domu.

Bunia w trakcie oceny osteopatycznej.
Bunia w trakcie terapii.

Efekty

Przez ok. 24h po zabiegu zwierzę może zachowywać się inaczej niż zwykle, być „nieswoje” – o tym ostrzega się pacjenta (a właściwie opiekuna) po zabiegu. Bunia od razu praktycznie wróciła do swoich normalnych czynności – czyli do leżenia na kartoniku 😉

Szczęśliwa Bunia po powrocie do domu.

Ale gdy dziś rano spróbowałam, tak jak zawsze, podrapać ją po grzbiecie w dolnej części kręgosłupa – lizania powietrza nie było. Owszem, kocica nadstawiła się jak zwykle (Bunia bardzo to lubi), ale dodatkowy objaw się nie pojawił. Próbowałam kilka razy, dla pewności. I nie ma… Nie wierzę, by był to przypadek, nie wierzę też, że kotka się „zasugerowała” i „wiedziała jak ma się zachować”. Raczej po prostu coś zostało naprawione. Z resztą – zobaczcie sami różnicę na filmiku:

Co do ostatecznego efektu – czyli ustąpienia kaszlu – na razie brak mi danych by napisać coś więcej. To, że Bunia nie zakaszlała od wczoraj, to jeszcze żaden dowód, bo i wcześniej zdarzały jej się spokojniejsze dni bez dolegliwości. Nie wykluczam też, że konieczne będą jeszcze następne sesje. Ale po tym, co zobaczyłam do tej pory, wiem jedno – jeśli takie będzie zalecenie, to odwiedzimy Wrocław znów. I będziemy tam jeździć tak długo, jak będzie trzeba. Bo jeśli zwierzęciu ma być lepiej, to nie ma znaczenia jakie jest moje podejście do tej kwestii – czy wierzę czy nie wierzę w metafizyczną warstwę Osteopatii. Fakty są takie, że coś się zmieniło – mam tylko nadzieję, że trwale i na lepsze.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Ps. Ten tekst nie jest żadną formą reklamy, a podane w nim nazwiska służą wyłącznie temu, by czytelnik mógł zweryfikować podane przeze mnie informacje, gdyby odczuwał taką potrzebę. Nie namawiam też do porzucenia klasycznej drogi diagnostycznej (jestem od tego jak najdalsza!) ani do tego, by osteopatią zastępować inne formy terapii. Piszę o naszych (moich i Buni) doświadczeniach całkowicie informacyjnie, by dać Wam znać, że poza „klasycznymi” są inne drogi, które nie muszą wobec siebie stać w sprzeczności – raczej mogą się uzupełniać, działając w ten sposób na korzyść naszych zwierząt.

UWAGA! Podczas swojego wykładu Benedetta wielokrotnie podkreślała, że osteopatią zwierzęcą muszą zajmować się specjaliści zwierzęcy i że tej formy terapii nie może prowadzić osteopata ludzki ze względu na odmienną budową anatomiczną organizmów! Dlatego szukając ewentualnego specjalisty dla swojego zwierzaka upewnijcie się, że ma on odpowiednie wykształcenie kierunkowe oraz wiedzę i doświadczenie, bo niestety zaszkodzić jest dużo łatwiej niż pomóc…

Szkolenie z Benedettą Nesti – Wrocław, 12.2018

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o