Czy każda adopcja się udaje? Historia Etny

Na pytanie z tytułu tego wpisu chciałabym od razu odpowiedzieć „TAK!”, jednak niestety byłaby to nieprawda. Czasami proces adopcyjny zwyczajnie zawodzi. Dzieje się tak pomimo postępowania ściśle zgodnie z wytycznymi, korzystania z rozmaitych „wspomagaczy”, dobrych rad, podpowiedzi, testowania różnych metod. Niestety – bywa tak, że zwyczajnie się nie da. I o tym jest właśnie historia Etny.

Początek historii

Opiekunowie Etny po raz pierwszy zwrócili się do mnie na początku listopada 2018 roku. Dostałam wówczas maila, w którym znalazły się m.in. poniższe informacje:

„Mam cudowne dwa rude kocury Morgana i Jaggera (bracia), mają trochę ponad 1,5 roku. Od przeszło tygodnia dołączyła do nich przepiękna również ruda kotka Etna, adoptowana przeze mnie i męża za pośrednictwem fundacji. 
Etna jest nieco starsza – ma 2-3 lata.
 
Przygotowując się na jej przyjazd przeczytałam kilka artykułów nt. wprowadzania nowego kota do domu. I rzeczywiście, przygotowałam w pełni wyposażony pokój w którym zamieszkała (mamy duże mieszkanie więc z izolacją nie ma problemu), kocury na czas przyjazdu były w salonie żeby nie było bezpośredniego kontaktu. Etna od początku szybko zadomowiła się w swoim nowym lokum, do nas od razu była bardzo przyjazna, tuliła się, lizała po rękach, bawiła się. Kocury na zapach jej transportera zareagowały strasznym syczeniem, warczeniem, wyraźnie nie spodobała im się nowa sytuacja.

Przeczytałam o mieszaniu ich wzajemnych zapachów, więc zaczęłam zabawę, np. ocierając szmatką pyszczek Etny i dając im ją do wąchania. Początkowo reagowały syczeniem, ale po kilku razach przestały, nawet spały z tymi szmatkami w swoich legowiskach.

Po kilku dniach postanowiłam spróbować pierwszego kontaktu – uchylaniem drzwi, jeden z kocurów nie reagował w ogóle, powąchał, położył się i obserwował, drugi natomiast podsykiwał i Etna reagowała na to tak samo, ale po 2 dniach syczenie znacznie zmalało więc postanowiliśmy spróbować pierwszego kontaktu zabierając ją do salonu. Reakcja była świetna, Morgan czasami syczał ale po chwili odpuszczał i tak nawet raz siedziały razem na drapaku i jeden wieczór spędzili z nami w salonie śpiąc w różnych miejscach pomieszczenia. Na noc Etna wraca do swojego pokoju, kocury śpią z nami w sypialni na swoich legowiskach.
 
Pewnego poranka parę dni temu mąż otworzył drzwi Etny i wziął ją do nas na łóżko, w tym czasie Morgan wszedł do jej pokoju, gdy to zobaczyła ruszyła pędem w jego stronę, jakby broniąc swojego miejsca, zaatakowała go łapkami i przegoniła, ten tak szybko uciekał pod nasze łóżko że cały się poobijał a ona stała w progu i syczała na niego.  Od tego dnia cofnęliśmy się do całkowitej izolacji, bo jak tylko Morgan ją zobaczy a w zasadzie jak zobaczą się wzajemnie to syczą i warczą, Morgan zwykle ucieka na szafkę w kuchni i siedzi tam długi czas.  Aktualnie wymieniamy ich pomieszczeniami bez bezpośredniego kontaktu, ale zauważyłam że zaczęło się znaczenie terenu, prawdopodobnie przez Etnę. Chciałabym poprosić Panią o spotkanie i pomoc w ich wzajemnej akceptacji.”

Mój pierwszy pomysł na przyczynę problemu brzmiał: „koty za szybko się spotkały” – bo faktycznie statystycznie najczęściej tego rodzaju reakcje pojawiają się w sytuacji, gdy dopuszczamy do swobodnego kontaktu zwierzaków, które nie są do tego odpowiednio przygotowane. Zbyt wysoki poziom stresu obniża próg reakcji obronnej, przez co emocje szybciej ulegają uwolnieniu i przepis na poważną sprzeczkę gotowy. Tutaj, dodatkowo, istotnym elementem była obrona terytorium: Etna zaatakowała gdy Morgan naruszył JEJ strefę (w której przebywała dość krótko, ale miała ją na wyłączność). Poprosiłam w związku z tym o całkowite rozdzielnie kotów na pełne 2 tygodnie (na szczęście była taka możliwość) by wyciszyć stres, uspokoić sytuację i zacząć od „czystej karty”.

Pod koniec listopada Opiekunka odezwała się ponownie, prosząco o spotkanie – pojawiły się techniczne pytania dotyczące zarówno izolacji kotów, jak i dalszych metod postępowania. W związku z tym umówiłyśmy się na kosultację w pierwszym tygodniu grudnia.

Pierwsza konsultacja

Nasze pierwsze spotkanie trafiło na moment, w którym Opiekunowie pracowali z kotami wymieniając pomieszczenia. Etna zazwyczaj miała do dyspozycji jedną część mieszkania (sypialnia, „jej” pokój oraz korytarz), natomiast kocury przebywały głównie w salonie, kuchni i  drugim korytarzu.  Wcześniej, gdy Etna na noc była zamykana tylko u siebie, bracia siadali pod jej drzwiami co wywoływało syki po obu stronach. Stąd też Opiekunowie poszerzyli Etnie dostępne terytorium tak, by koty były rozdzielane grubszymi drzwiami.

Gdy bracia byli wpuszczani do pokoju Etny (ona w tym czasie przebywała w sypialni) byli ostrożni, a Morgan okazywał mocne napięcie (zdarzało się, nawet że syczał wtedy na Jaggera). Po chwili jednak emocje opadały, ale widać było, że sam kontakt z jej pokojem potęgował u nich stres. Z kolei kiedy Etna „odzyskiwała” swoją przestrzeń po wizycie kocurów, to biegała po dostępnym terytorium i wszystko dokładnie obwąchiwała, ale bez warczenia bądź syczenia.

Jagger i Morgan – rezydenci w pierwszym domu Etny.

Istotne były informacje, które udało mi się pozyskać podczas wywiadu. Okazało się bowiem, że historia kotki nie była do końca jasna – w czasie wakacji 2018 została znaleziona na parkingu, pod samochodami: brudna, wygłodzona, odwodniona, ale bardzo przyjacielska. Została więc zabrana interwencyjnie i trafiła do piwnicy, gdzie mieszkała w klatce, a pomieszczenie dzieliła z drugim kotem (trzymanym w takich samych klatkowych warunkach). Oba zwierzaki były wypuszczane na spacery. Gdy Etna chodziła poza klatką ignorowała towarzysza i zachowywała się spokojnie. Jednak gdy on chodził po pomieszczeniu kotka syczała i była niezadowolona. Innych testów dotyczących jej reakcji na koty nie prowadzono, natomiast w stosunku do człowieka cały czas była bardzo otwarta i kontaktowa (typowy zsocjalizowany, domowy kot).

Etna – pierwsza wizyta.

Bardzo ważne było w tym wszystkim pozytywne nastawienie Etny wobec ludzi. Choć na koty reagowała źle, to w stosunku do ludzkich domowników (a także do mnie jako do osoby całkiem obcej) była bardzo przyjacielska i kontaktowa i świetnie nawiązywała interakcję zabawową. Jej zachowania pod tym względem były charakterystyczne dla młodego kociaka, kotka była też bardzo zaangażowana w ten rodzaj interakcji i doskonale odpowiadała na stymulację np. z wykorzystaniem wędki. Łatwo też skupiała się na proponowanym do zabawy obiekcie. Fakt – pojawiały się też skoki na dłonie czy stopy oraz próby podgryzania, jednak działo się tak najczęściej po dłuższym przebywaniu w samotności, gdy Etna była mocno spragniona ludzkiego towarzystwa.

Plan pracy z kotami

Choć podjęłam się pracy z dalszym zapoznawaniem zwierząt, to od początku uczulałam Opiekunów, by brali pod uwagę opcję, w której nie uda nam się Etny przekonać do kocich rezydentów. Dlaczego tak postąpiłam? Przede wszystkim dlatego, że uważam iż w pracy nad trudnymi przypadkami należy brać pod uwagę wszystkie opcje. Tak jest po prostu uczciwiej. Nie chodzi o to by naobiecywać niemożliwego a potem świecić oczami, bo nie wyszło. Istotne jest by mierzyć siły na zamiary i realnie oceniać szanse.

W założeniach terapii behawioralnej postanowiłam w pierwszym etapie pokazać Etnie, że nie ma się czego bać i nie ma potrzeby rywalizowania z rezydentami. Ponadto poprosiłam o wstrzymanie kontaktów pomiędzy Etną a Morganem, aby nie eskalować napięcia u żadnej ze stron. Dlatego też dalsze działania socjalizacyjne oparliśmy na pracy z Jaggerem, który nie syczał i nie warczał na widok kotki. Jagger został zatem postawiony w roli łącznika pomiędzy Etną a bratem, stając się jednocześnie posłańcem zapachów – przenosząc na sobie zapachy pomiędzy strefami przyczyniał się do budowania wspólnego zapachu grupy, który identyfikuje zwierzęta z jednej społecznej kolonii. Bardzo ważne było też, by pracować w sposób, który pozwala kotom na wzajemną ocenę wizualną, kontakt zapachowy i dźwiękowy, ale uniemożliwia wejście w  bezpośrednią konfrontację (dla bezpieczeństwa wszystkich stron). Dlatego najlepszym rozwiązaniem okazało się wykonanie bariery w postaci siatki,  umieszczanej w drzwiach do pokoju Etny tak, by Jagger mógł eksplorować sypialnię i przedpokój w „jej” części mieszkania, a ona mogłaby go przy tym swobodnie obserwować. Taka siatka pojawiła się bardzo szybko, co pozwoliło wprowadzić sesje spotkań już w kolejnych dniach po konsultacji. Plan zakładał, że dopiero gdy stosunki kotki z  z Jaggerem będą w pełni poprawne i zwierzaki będą mogły przebywać w tej samej przestrzeni do pracy będzie można włączyć Morgana, przestawiając wtedy siatkę do framugi rozdzielającej początkowo strefę Etny od strefy kocurów (a więc między korytarzami), przy czym Jagger mógłby znajdować się raz z jednym a raz z drugim kotem.

Ponadto wraz z Opiekunami podjęliśmy decyzję o wyciszającej suplementacji dla Etny, nagradzaniu kotki przysmakami za spokojne zachowanie w obecności Jagger oraz o tym, by bardzo uważać na eskalację napięcia, przerywając pracę gdy tylko pojawiałyby się pierwsze oznaki złego samopoczucia u którejś ze stron.

Działania i efekty – a raczej ich brak

Druga konsultacja Etny i chłopaków odbyła się po 6 tygodniach. W tym czasie pozostawałam w stałym kontakcie z Opiekunką, a co kilka dni otrzymywałam filmiki skrupulatnie nagrywane podczas spotkań z Jaggerem przez siatkę. Początkowo kotka była zaciekawiona i z zainteresowaniem przyglądała się kocurowi, on natomiast pozostawał spokojny i zachowywał się wobec niej bardzo miło. Niestety im bardziej praca się wydłużała tym bardziej napięcie Etny rosło. Pomimo zastosowania reduktorów stresu (początkowo na bazie tryptofanu, a następnie alfa-kazozepiny, jak również syntetycznych analogów feromonowych), nie udało się przekonać kotki by zaufała Jaggerowi. W końcu poziom stresu u niej wzrósł tak bardzo, że Etna przeszła do zachowań ofensywnych i zaczęła rzucać się na siatkę, próbując dosięgnąć kocura. Na tym etapie cierpliwość Jaggera także zaczęła się wyczerpywać, a ogólne napięcie zaczęło przenosić się również na Morgana, który, choć nie brał bezpośredniego udziału w socjalizacji, stał się ofiarą ogólnego napięcia.

Zmęczeni byli wszyscy – Etna, bo wydzielano jej kontakt społeczny z Opiekunami, Jagger, bo to na niego wylewała się frustracja kotki, Morgan, bo nie mógł w spokoju korzystać z własnego mieszkania, a także ludzie, którzy włożyli ogrom pracy w to, aby Etna czuła się szczęśliwa, jednak tak się nie stało. Z tego też powodu, przede wszystkim dla dobra kotów, podjęliśmy wspólną decyzję o zakończeniu prób połączenia zwierzaków i przeniesieniu kotki w inne miejsce, w którym mogłaby zostać jedynaczką i mieć człowieka tylko dla siebie.

Etna podczas drugiej konsultacji.

Dlaczego praca nie przyniosła efektów?

Cóż, powodów może być co najmniej kilka:

  • Etna mogła mieć za sobą trudne doświadczenia z innymi zwierzętami, o których nie wiedzieliśmy, a które bardzo mocno zaważyły na jej podejściu do dokocenia.
  • Mogła też nigdy nie nauczyć się jak to jest żyć w zgodzie z drugim kotem – nie wiemy przecież skąd pochodziła, być może była zawsze kocią jedynaczką, bez szans na wykształcenie w sobie prawidłowych podstaw reakcji społecznych. Takie zachowania widuje się często u kotów odkarmianych butelką, które nie dorastały w towarzystwie matki i rodzeństwa.
  • Pomimo wykorzystania kilku rodzajów suplementacji wyciszającej oraz wprowadzenia praktycznie od początku terapii feromonowej poziom negatywnych reakcji Etny w styczności z Jaggerem nie tylko nie malał ale wręcz eskalował. Nie działały też przerwy w kontaktach ani rozładowywanie emocji. Etna zdecydowanie nie chciała dzielić domu z innym kotem.

To, co uważam za najistotniejsze w całej tej historii to niestety niewłaściwe działanie ze strony kociej organizacji, wydającej Etnę jako kota na dokocenie. Sama przez lata prowadziłam dom tymczasowy, kierując do adopcji ponad 200 zwierząt. W tamtym okresie również trafiałam na przypadki trudne, z nieznaną przeszłością i konfliktowymi charakterami. Dlatego zawsze, zanim podejmowałam decyzję o tym, czy mój podopieczny może zostać czyimś towarzyszem, sprawdzałam jego reakcje i oceniałam charakter pod tym kątem.  I wiecie co? Wielokrotnie okazywało się, że nie – że dany kot nie może mieć towarzystwa, bo się zwyczajnie do tego NIE NADAJE! Tak było z białą Milą w zeszłym roku, z Bubą, z Yodą, z Mają przywiezioną z gór. To były koty-jedynaki! I moim zadaniem, jako ich tymczasowej opiekunki, było znalezienie im takiego domu, w którym poczuły się dobrze. W tym wypadku ten element oceny i związanej z nią procedury zawiódł. Nie wiem, czy nerwowe reakcje Etny w fundacyjnej piwnicy zrzucono na panujące tam warunki, czy też na połapankowy stres i bagaż wcześniejszych doświadczeń – założono jednak, że kotka pójdzie do domu i wszystko jakoś się ułoży. Tymczasem, pomimo ogromnej pracy, tak się nie stało.

W tym miejscu chciałabym nadmienić, że w przypadku Etny i jej socjalizacji z rezydentami praca dotyczyła nie tylko ludzi. Ogromny kawał roboty odwalił Jagger, który naprawdę stanął na uszach by przekonać do siebie kotkę (niestety Facebook nie pozwolił mi ściągnąć filmików, na których widać tę pracę, abym mogła je tutaj dodać jako dowód). Ilość sygnałów uspokajających, gestów i póz, które miały Etnę wyciszyć oraz zachowań pokazujących jego przyjazne i spokojne zastawienie przerosła moje najszczersze oczekiwania. Niestety – chęci ludzi i kota nie wystarczyły. Etna musiała zatem zostać jedynaczką.

Historia z Happy Endem

Pomimo istnienia takiej możliwości formalnej jak zwrot kota z adopcji Etna nie wróciła do domu tymczasowego. Opiekę nad nią postanowiła roztoczyć Siostra dotychczasowej Opiekunki wraz ze swoim mężem. Kotka poznała swoją nową Panią już wcześniej, bowiem Siostra także aktywnie pomagała w socjalizacji zwierzaków i pokochała rudą zadziorę całym sercem. Etna została więc szczęśliwą kocią jedynaczką w nowym, dużym mieszkaniu, w którym nie musiała z nikim rywalizować.  Kicia przeprowadziła się tam pod koniec stycznia 2019 i już po krótkim czasie zachowywała się tak:

Etna w obecnym domu.

Mam nadzieję, że teraz kicia znajdzie wreszcie spokój i poczuje się dobrze. I choć z nową Opiekunką Etny widzimy się niebawem, bo u kotki stwierdzono nieprawidłowości w obrębie kwasowości moczu, to jednak będziemy tu działać bardziej pod kątem metabolicznym niż behawioralnym. Mam więc nadzieję, że to już koniec emocjonalnych zawirowań dla tej niezwykłej kici.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

*serdecznie dziękuję Opiekunce Jaggera i Morgana za zgodę na opowiedzenie tej historii na blogu. Mam nadzieję, że będzie ona przydatnym źródłem wiedzy o tym, że nie należy postępować wbrew kotu, bo nie prowadzi to do niczego dobrego.

 

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Małgorzata Biegańska-HendrykAgnieszkaewa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ewa
Gość
ewa

Jak zawsze, bardzo ciekawe uwagi. Na bieżąco staramy się korzystać z Pani porad.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Szkoda, ze nie dalo sie zamiescic filmikow. Bardzo zaciekawila mnie czesc, w ktorej wspomniala PAni o pracy Jaggera – jego sygnaly – komuniakacj, ktore mialy kotke uspokoic.