Nietrafiony prezent świąteczny

Pewnie spodziewacie się o czym będzie ten wpis – o tym, że zwierzaka nie kupuje się na prezent, co? Macie rację – zwierzę to nie podarunek, którym można kogoś „uszczęśliwiać” w ramach świątecznej niespodzianki. Ale ja dziś nie o tym chciałam. Ten tekst ma dotyczyć nietrafionych prezentów, którymi ludzie obdarowują… swoich pupili! A więc zapraszam 🙂 

Prezent dla mamy, taty, dziecka i… zwierzaka

Coraz więcej osób w ostatnich latach zaczyna traktować swojego domowego pupila jak członka rodziny. To generalnie dobra tendencja, która cieszy – im bardziej dbamy o zwierzaka, im więcej o nim wiemy, im silniej zwracamy uwagę na jego potrzeby tym lepiej. Ale bywa też tak, że w tym naszym ogólnym zachwycie zapominamy, że zwierzę to zwierzę, a nie kolejne dziecko w domu. Czasami to zapomnienie jest niegroźne – ot kot dostanie dodatkową puszeczkę w swoje urodziny (lub „znajdziny”, które obchodzą często Opiekunowie kotów przygarniętych wprost z ulicy lub takich, których historia, a co za tym idzie – data urodzenia, jest nieznana). Gorzej się jednak dzieje, gdy Opiekuna dopadnie „przedświąteczna gorączka zakupów” i postanowi kota uszczęśliwić gwiazdkowym prezentem, wybieranym pod wpływem chwili, w emocjach. Niestety zdarza się, że to przepis na problem.

Lista nietrafionych prezentów 

Marketingowcy są czujni – oni wiedzą, że ludzie potrafią wydać na swoje zwierzaki ogromne pieniądze. Zwłaszcza w czasie ogólnie wzmożonej ilości zakupów. Podsuwają więc nam, Opiekunom, pod nos rozmaite promocje, okazje i świąteczne pakiety. A my, zamiast to przemyśleć, zastanowić się, przeczytać skład, upewnić się co do jakości – kupujemy. Czasem też sami wymyślamy zwierzakowi prezent. I pół biedy jak jest to nowa budka (której statystycznie połowa domowych kotów i tak nie doceni, ale być może w drugim obiegu trafi ona np. do schroniska czy fundacji i tam stanie się obiektem pożądania zwierzaków cierpiących na chroniczny brak własnych zasobów), czy dodatkowy kocyk albo świąteczna miska z motywem choinki czy renifera. Zdecydowanie gorzej, gdy wybierzemy coś z poniższej listy:

  • świąteczne ubranko – idea ubierania kota innego niż sfinx, czy devon (lub inna rasa ze zredukowaną okrywą włosową), bądź starszego, schorowanego zwierzaka, uwielbiającego wietrzyć futro na zabezpieczonym balkonie jest dla mnie czymś niepojętym sama w sobie. Ale idea ubierania owego kota w świąteczne sweterki, kurteczki czy pelerynki, to już absurd do kwadratu. Zapewne spora grupa czytelników, która kiedykolwiek doświadczyła tego jak zachowuje się kotka po kastracji, gdy założy się na nią pozabiegowy kubraczek, wie czym jest tzw. „stres kaftanikowy”. Dość powiedzieć, że kot w ubraniu potrafi zachowywać się jak sparaliżowany, odczuwa często ogromny stres i jest zwyczajnie nieszczęśliwy. Część zwierząt odmawia nawet jedzenia i korzystania z kuwety. Rozważania na temat stresu kaftanikowego pojawiają się często na rozmaitych forach czy grupach, gdzie Opiekunowie zastanawiają się jak zabezpieczyć zwierzaki innymi metodami (kołnierze, miękkie obroże itp.), by tylko oszczędzić im tego stresu. Czemu zatem pamiętamy o problemie przy kastracji lub innym zabiegu chirurgicznym wykonywanym w rejonie kociego tułowia, a zapominamy o tym, gdy chodzi o „śmieszne kocie przebrania świąteczne”? Czy różni się ubranko w stylu Renifera Rudolfa od pozabiegowego kubraczka? NICZYM! Może wywołać dokładnie taki sam efekt, stres i nieszczęście. I po co to komu? Jeśli ktoś ma potrzebę chodzenia w ubraniach ze świątecznym motywem niech kupuje je dla siebie lub swoich ludzkich bliskich. A zwierzaki zostawi w spokoju.

    Zdjęcie pochodzi ze strony Inspiration Room, na której niestety można obejrzeć więcej tego typu pomysłów…
  • świąteczna obroża – tu wersji mamy kilka. Poczynając od irytujących kota (i wpływających fatalnie na jego wrażliwy słuch) świątecznych obroży z dzwoneczkami, aż po ozdobne kokardy typu „muszka”, zakładane kotom na szyję podczas uroczystych dni. Zdarza się nawet, że takie gadżety trafiają do kocich domów jako gratis, dorzucany do zamówienia w niektórych sklepach. I znów: ani to mądre ani potrzebne, a do tego generuje zagrożenia.  Jeśli bowiem obróżka nie jest wyposażona w mechanizm zrywkowy kot może zahaczyć się o jakiś wystający element (np. sprężynę sterczącą spod kanapy) i nie tylko zaklinować, ale nawet udusić! We własnym domu! Nie, to nie jest historia niczym „czarna wołga” – znam osobiście ludzi, których zwierzaki zakończyły życie w tak smutny sposób. Opiekunowie do dziś żałują, że zdecydowali się na materiałową ozdobę na kociej szyi (obroże paskowe typu przeciwpchelna czy feromonowa są pod tym względem bezpieczniejsze, bo są wykonane z grubszego tworzywa i o wiele trudniej je zaciągnąć w domowych warunkach – zwłaszcza, jeśli są prawidłowo wyregulowane). Wypadki się zdarzają, ale po co kusić los?
  • świąteczne przysmaki z marketowej półki – to kolejny okołoświąteczny koszmar. Producenci karm przygotowują w tym okresie specjalne, świąteczne pakiety – często wypuszczają nawet limitowane serie karm, ozdobione kokardkami i bożonarodzeniowymi motywami graficznymi. I jeśli jest to dobra jakościowo karma czy zdrowy przysmak to ok. Ale jeżeli nagle Opiekun zaczyna sięgać po jakieś mleczne, roślinne czy po prostu kiepskie jakościowo produkty tylko dlatego, że w ozdobnym opakowaniu będą pasować do świątecznego klimatu, to nie jest to dobry krok. Kot w czasie świąt powinien jeść to samo co zwykle – zdrową, wysokomięsną, mokrą karmę wyprodukowaną z dobrej jakości składników. Tylko tyle i aż tyle.
  • biżuteria dla kota – to już totalne odklejenie od rzeczywistości. Począwszy od wielokrotnie już przeze mnie krytykowanych kocich „tipsów”, przez rozmaite zawieszki na łańcuszkach, aż po  błyszczący wisiorek zakrywający koci odbyt!!!  (ten produkt podobno powstał jako trolling, niemniej pokazuje do czego zdolni są ludzie – więcej o tym dziwacznym pomyśle tutaj). Do prawdy to są te momenty, w których nie znajduję już słów zdolnych opisać głupotę osób wpadających na takie pomysły. Kot to nie choinka, żeby obwieszać go błyskotkami!

    Zdjęcie ze strony https://www.boredpanda.com/cat-butt-gem-jewel-twinkle-tush/ – jeśli to faktycznie żart, to bardzo niskich lotów.
  • żywa rybka dla kota – tak, o takich pomysłach też już słyszałam. Bo skoro Kowalski ma w wannie karpia, to niech kotek też się pobawi i połowi sobie rybki w miednicy. NIE NIE NIE!!! Nigdy nie pozwalamy kotom na takie „zabawy” bo to zwyczajnie okrutne!  Ryba nie jest zabawką tak samo jak mysz, szczur czy kot właśnie! A przecież kot w naturze też jest czyjąś ofiarą! Co roku wybuchają afery w tzw. „sezonie kociakowym” o tym, że ludzie poszukują ślepych miotów do karmienia węży (nie będę w tym momencie roztrząsać czy to prawda czy nie – odnoszę się jedynie do internetowego zjawiska), ale danie żywej rybki kotu jest ok? NIE JEST! Jeśli chcesz urozmaicić kotu życie poprzez wprowadzenie do jego diety posiłku typu Whole Prey – korzystaj z terrarystycznej karmówki kupowanej w formie mrożonych tuszek z pewnego i sprawdzonego źródła. I już – temat zamknięty.

Co zatem wybrać?

Jest wiele opcji, którymi możesz sprawić swojemu kotu radość. Zaliczam do nich:

  • karton po zakupach przyniesiony ze sklepu,
  • papierową torbę, z której zrobisz namiot (pamiętaj o przecięciu uszu, by kot się w nie nie zaplątał),
  • kilka zdrowych, wysokomięsnych przysmaków,
  • nową wędkę, jeśli stara jest już zmaltretowana i do niczego się nie nadaje,
  • dodatkową sesję mizianek lub zabawy – w zależności od tego, co lubi Twój kot,
  • badanie kontrolne w gabinecie weterynaryjnym – jeśli naprawdę chcesz zrobić swojemu pupilowi prezent przebadaj go profilaktycznie, nawet, jeśli pozornie nic mu nie dolega. Pamiętaj, że koty to mistrzowie w ukrywaniu problemów, nie afiszują się więc ze swoimi zdrowotnymi problemami. I nawet jeśli w trakcie wizyty weterynaryjnej zwierzak nie będzie zachwycony, to może się kazać, że proste badanie krwi czy moczu może uratować mu zdrowie, a nawet życie.

Wesołych Świąt!

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o