O kocich perypetiach kuwetowych

Temat kotów i kuwety jest jak rzeka – nie ma końca, a zawiłości jest masa. Dziś w związku z tym chciałam podzielić się z Wami dość ciekawą historią, którą uważam za całkiem pouczającą, a którą zafundowały mi moje własne koty. Zapraszam 🙂

Zawsze mi się wydawało, że moje koty nie są specjalni wybredne jeśli chodzi o kuwety. Korzystały w swoim życiu z wielu rożnych i owszem, miewały swoje preferencje, ale nigdy nie drobiły tzw. „kuwetowego strajku”. Aż do tej jesieni…

Metodą obserwacji i dedukcji udało mi się ustalić że:

  • moje zwierzaki wolą kuwety zamknięte niż otwarte (bez klapek wejściowych i filtrów przetrzymujących brzydkie zapachy),
  • ich ukochanym żwirkiem (ku mojej rozpaczy, bo to ani wygodne ani tanie) jest gruby silikon, który sobie wybrały po wielu kuwetowych próbach i tego twardo się trzymamy,
  • na cztery koty mam w domu 2 kuwety i to w zupełności wystarcza – nie, nie jest prawdą, ze w każdym kocim domu powinna być „ilość kuwet równa ilości kotów +1”. Prawdą jest, że generalnie powinna być to „ilość kuwet = ilości GRUP SPOŁECZNYCH kotów +1”. Moje koty są dogadane i nie mam w domu ani kłótni ani rywalizowania o zasoby – niemniej przy jednej kuwecie zwyczajnie nie nadążałabym ze sprzątaniem. Dlatego przy większej ilości zwierzaków, poza wykorzystaniem powyższego wzoru „matematycznego” warto też dołożyć wnioski z obserwacji zachowań w grupie, wspomagając je zwyczajnie zdrowym rozsądkiem 😉
  • kuwety są rozstawione w dwóch różnych pomieszczeniach, z dala od siebie: jedna stoi w kuchni, druga w salonie,
  • obie są duże i przestronne, mają też góry wykonane z jasnego plastiku, aby w środku nie było ciemno (czego część kotów nie lubi),
  • kuwety są regularnie przebierane i myte w całości co 8 dni w przesunięciu co 4 – oznacza to, że dokładnie co 4 dni któraś kuweta jest świeża. Ten rytm jest zachowany bardzo dokładnie, bo inaczej Kiwi daje znać, że przeszkadza jej brzydka woń, a ja znajduję kupę na łóżku zamiast w wyznaczonej do tego strefie (jako kot niesłyszący, który kompensuje brak słuchu węchem kotka jest BARDZO wyczulona na wszelkie ostre i nieprzyjemne dla niej wonie).

W tym roku we wrześniu wyjechałam na krótki urlop, nie było mnie w domu 8 dni. W tym czasie harmonogram kuwetowy był ściśle utrzymany bez odstępstw. Po powrocie zauważyłam jednak, że koty praktycznie przestały korzystać z kuwety w salonie, przenosząc się z „produkcją” do kuchni. Ponieważ żwirek w kuchennej kuwecie był już mocno zużyty postanowiłam go wymienić, choć jeszcze nie przyszedł wyznaczony termin. Koty podziękowały i nadal pozostały przy kuwecie kuchennej, ignorując totalnie tę „salonową”.

Kuweta kuchenna „stara”.

Po kolejnych kilku dniach obserwacji wymyłam także kuwetę w salonie, choć tamten żwirek nie był jeszcze wcale specjalnie zużyty. Wsypałam nowy – koty fakt w zasadzie zignorowały. Odwiedzały kuwetę tylko wtedy, gdy kuchenna była akurat zajęta. I podeszły do sprawy solidarnie – nikt się nie wyłamał.

To już spowodowało, że zaczęłam sprawę analizować dogłębnie:

  • wykluczyłam przyczyny zdrowotne (mogłyby dotyczyć jednego kota, ale nie całej czwórki!),
  • przepytałam osobę opiekującą się kotami pod moją nieobecność czy nie wydarzyło się coś nietypowego w okolicy kuwety w salonie (nic takiego nie zauważyła, żadnych śladów bójki, żadnych zrzuconych rzeczy, żadnej „wpadki”),
  • sprawdziłam, czy kuweta się nie chwieje, czy nie jest źle złożona, czy coś się w niej fizycznie nie zepsuło – nie, była cała i sprawna,
  • upewniłam się, że kuwety stoją tak jak wcześniej, w tych samych miejscach, że nic w ich bezpośrednim otoczeniu nie uległo zmianie – również na tym polu kompletnie nic się nie zmieniło. Wszystko było jak wcześniej, tylko koty odrzuciły zasób. Nagle!

Wobec następnych paru dni ignorowania kuwety w salonie i kolejnego nadprogramowego czyszczenia obleganej kuwety kuchennej uznałam, że czas na kolejną próbę i… zamieniłam kuwety miejscami. Koty pomaszerowały grzecznie do salonu, olewając przy tym kuwetę wystawioną do kuchni. Aha! A więc nie miejsce, tylko przedmiot! Mając w głowie ten trop przyniosłam do domu nie używaną od dawna inną krytą kuwetę, która stała sobie jako zapasowa w piwnicy. Wymyłam, przesypałam żwirek z ignorowanej kuwety, ustawiłam w kuchni i… włala!!! Koty zachwycone pobiegły korzystać. Za to kuweta „znielubiana” trafiła do piwnicy i tam sobie stoi. Od wprowadzenia kuwetowej podmianki minął miesiąc (specjalnie chciałam tyle odczekać, by poobserwować jeszcze zachowanie zwierzaków zanim je opiszę) i nic się nie dzieje! Obie kuwety w użyciu, rutyna zachowana, koty szczęśliwe!

Kuweta kuchenna „nowa”.

Zapytacie: „No dobrze, ale o co poszło?!”. Odpowiem zgodnie z prawdą: „Nie mam pojęcia!”. Ale tak to już bywa ze zwierzętami, że nie zawsze możemy w pełni określić co było przyczyną danego nietypowego zachowania. Może kuweta w salonie skojarzyła im się z czymś nieprzyjemnym, co wydarzyło się, gdy nikogo nie było w domu (tak to jest ten moment, w którym żałuję, że nie mam monitoringu 😉 ). Coś je ewidentnie zraziło. Mnie natomiast przyszło ten problem rozwiązać. Zrobiłam to wykorzystując zwykłą prostą zasadę wycofania elementu środowiskowego, z którym zwierzęta miały problem i zastępując go innym, neutralnym wokół którego nie narosły żadne skojarzenia ani uprzedzenia. Zadziałało od razu. Gdyby nie zadziałało pewnie drążyłabym dalej. Na szczęście nie muszę 🙂

Tak, koty są dziwne. Trudne, skomplikowane, złożone, a do tego oszczędne w przekazie, jeśli chodzi o otaczające je problemy. Dlatego tak ważna jest ich świadoma obserwacja i zanalizowanie zachowań. Bez tego ciężko nam nadążyć za ich zawiłymi zachowaniami, co przecież jest jednym z zadań świadomego Opiekuna.

tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o