„Mój przyjaciel kot” – Claire Arrowsmith

Po tę cieniutką i na pierwszy rzut oka dość niepozorną pozycję sięgnęłam z ciekawości, jako fanka kociego treningu. Uważam bowiem (i na szczęście nie jestem w tym podejściu osamotniona), że koty to nie tylko niezwykle wdzięczni partnerzy w pracy treningowej, ale też zwierzęta o ogromnym potencjalne intelektualnym, którym taka stymulacja zwyczajnie jest potrzebna. W końcu umiejętność adaptowania się do zmiennych warunków, kreatywne metody zaspokajania swoich potrzeb i codzienne reagowanie na otaczające bodźce wiążą się z nauką i stymulacją mózgu. Czemu więc nie odtwarzać tego w domowych warunkach stawiając przed kotem serię ciekawych i dostosowanych do jego możliwości wyzwań? Zwłaszcza, gdy mówimy o kocie stricte domowym, który całe życie spędza w bezpiecznym, ale jednak czasem troszkę nudnym środowisku. Takie pozycje służą temu, aby to luksusowe kocie życie nieco urozmaicić. Ale do rzeczy.

Książka „Mój przyjaciel kot” autorstwa Claire Arrowsmith ukazała się w Polsce w 2017 roku nakładem wydawnictwa Arystoteles (tłumaczenie: Beata Gołembiowska). Autorka jest mieszkanką Wielkiej Brytanii, pozycja jest więc typowym zagranicznym przedrukiem. Widać to delikatnie kiedy przeanalizuje się użyte w niej określenia (np. obowiązkowa w anglojęzycznych publikacjach „różdżka” jako określenie naszej polskiej „wędki”), jednak w ogólności książka w swej treści jest bardzo uniwersalna i z powodzeniem można z niej korzystać w naszych warunkach. Główną uwagę należy skupić na podtytule, który brzmi: pośrodku okładki „zabawa tresura dyscyplina”, a w jej dolnej części, jakby nieśmiało dodane: „budowanie więzi z moim przyjacielem”. I znów – tłumaczenie daje się w znaki. Użycie słów takich jak „tresura” czy „dyscyplina” przynajmniej u mnie wywołuje wrażenie jakiegoś przymusu, tymczasem w oryginale ta pozycja wyszła pod tytułem: „Brain Games for Cats: Fun Ways to Build a Loving Bond with Your Cat Through Games and Challenges”, a więc „Umysłowe zabawy dla kotów: przyjemne sposoby na budowanie emocjonalnej więzi z Twoim kotem poprzez gry i wyzwania” (tłum. aut.). Jakby lepiej, prawda? Szkoda, że okładka może wywołać takie mało sympatyczne pierwsze wrażenie, bo wnętrze jest naprawdę warte uwagi.

„Mój przyjaciel kot” ma wiele atutów, nad którymi warto się chwilę zatrzymać:

  • mała objętość i mnóstwo treści – na raptem 96 stronach zebrano ogromna ilość bardzo przydatnych wskazówek. To lektura na jeden spokojny wieczór, która daje solidną bazę do prowadzenia treningów z kotem od zaraz.
    jasny podział na wprowadzenie i część praktyczną – bardzo przystępnie napisany i niezbyt długi wstęp (rozdziały 1-3) porusza wszystkie najistotniejsze elementy potrzebne do zrozumienia specyfiki pracy z kotem. Z kolei część praktyczna (rozdziały 4-8) to kopalnia świetnych pomysłów – od nauki komend, przez budowanie urozmaiconego otoczenia aż po wdrażanie nowości do środowiska zewnętrznego w przypadku kotów korzystających z ogrodu czy wybiegu.
  • zrozumiałe opisy i mnóstwo zdjęć – w tej książce nie ma zbędnych opisów ani nudnych wtrąceń. Czytelnik dostaje proste i jasne wskazówki, a do każdego ćwiczenia dołączonych jest mnóstwo zdjęć pokazujących poszczególne etapy treningu.
  • 1 zadanie = 2 strony – Każe zadanie opisane jest na dwóch stronach tak, by nie trzeba było dodatkowo przerzucać kartek podczas pracy nad zagadnieniem. To bardzo ułatwia.

  • wyróżnione dodatkowe wskazówki i podpowiedzi – na wielu stronach czytelnik znajdzie wyróżnione ramki z przydatnymi informacjami dodatkowymi. Ponadto przy każdym ćwiczeniu znajduje się tabelka określająca jego indywidualny poziom trudności, wymagane rekwizyty (jeśli takie są) oraz optymalne miejsce przeprowadzania treningu – to bardzo pomaga zaplanować sesję.
  • promowanie pozytywnych metod w treningu – książka wyraźnie podkreśla, że kota należy nagradzać za sukcesy, a nie karać za błędy! To bardzo ważne, gdyż wszelkie metody awersyjne w treningu już dawno powinny być odesłane do lamusa, a jedynie pozytywne wzmacnianie zachowań jest prawdziwie skuteczną i dobrą metodą pracy ze zwierzęciem.
  • zwrócenie uwagi na dobrostan i bezpieczeństwo – w wielu opisach umieszczono informacje o tym w jaki sposób zadbać o bezpieczeństwo kota podczas ćwiczeń (np. wybór odpowiedniego miejsca czy podłoża), a także by pamiętać o jego komforcie. W końcu ten trening ma pełnić rolę zabawy musi więc być przyjemny dla obu stron.
  • różne rodzaje ćwiczeń i wyzwań – różnorodne zadania opierając się zarówno na prostej interakcji między człowiekiem a kotem, jak również wykorzystujące rozmaite elementy środowiskowe i przestrzenna pozwolą dobrać właściwe rozwiązania do odmiennych potrzeb różnych kotów. Bo przecież, jak wiadomo, każdy to jest inny i może wykazywać swoje indywidualne preferencje w treningu.

Wszystko to daje bardzo pozytywny obraz całości i pozwalana efektywne wykorzystanie książki do treningu z własnym zwierzakiem. Jednak, jak to w życiu, kilka niedociągnięć również się trafiło:

  • nieścisłość terminologiczna – to, poza mało szczęśliwym tłumaczenie, o którym pisałam już wyżej, chyba największa „wpadka” tej pozycji. Na stronie 15 możemy przeczytać o sposobie, w jaki uczą się zwierzęta. Jest tam m.in. opisane klasyczne warunkowanie pawłowoskie, objaśnione w akapicie zatytułowanym „Klasyczny odruch warunkowy”. W kolejnym akapicie omówiono kolejną metodą nauki, jaką jest warunkowanie instrumentalne, (opisane przez badaczy takich jak Thorndike czy Skinner). Nagłówek głosi jednak wciąż „Działanie odruchów warunkowych”, podczas gdy treść odnosi się do powtarzania czynności w efekcie wzmacniania ich pozytywnym bodźcem. Wypadałoby więc w przyszłości wprowadzić tu prawidłową terminologię, by nie siać zamieszania.
  • niedociągnięcia edytorskie – to w sumie kosmetyka, ale dla mnie bardzo rażąca. Najbardziej widać to w złej numeracji rozdziałów (rozdział 3 w pierwszej połowie jest opisany jako 1, a rozdziały 6 i 7 w tle swojego oznaczenia mają cyfrę 1). Pojawia się też np. ilustracja ze znakiem wodnym (s. 28), co jest dla mnie co najmniej dziwne.
  • klejony grzbiet – skoro jest to książka treningowa, to dobrze byłoby móc ją rozłożyć na płasko, by móc korzystać ze wskazówek podczas pracy ze zwierzakiem. Niestety klejony grzbiet nie pozwala na takie jej użytkowanie,a rozginanie kartek na siłę w przyszłości może zaskutkować uszkodzeniem książki.

Jest też jedna rzecz, której zabrakło mi w tym opracowaniu – ćwiczeń wyciszających, które można by wykorzystać w pracy z kotami nadpobudliwymi i zbyt rozemocjonowanymi. Wiemy, że są takie techniki pracy i że są one bardzo przydatne w kontaktach z niektórymi osobnikami (zwłaszcza przedstawicielami raz bardzo energicznych, jak np. koty bengalskie czy niektóre Rexy). U takich zwierząt zbyt silna stymulacja i ‚nakręcanie” może powodować ogromny wzrost emocji,a co za tym idzie ich niewłaściwe kanalizowanie (np. poprzez atakowanie i bolesne podgryzanie tak ludzi jak innych kotów). Ten element, w moim odczuciu, nie został tu dostatecznie omówiony. Cóż, może więc jest to luka, którą uda się zapełnić w przyszłości?

Reasumując – uważam, że „Mój przyjaciel kot” to dobra pozycja: konkretna, dająca ciekawe wskazówki i pomagająca we wprowadzeniu urozmaiceń do kociej codzienności. Warto więc nie tylko z niej korzystać, ale też polecać innym kocim Opiekunom, aby świat naszych kotów był bogatszy i ciekawszy.

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar