Wołowe suszki dla kota – instrukcja

Lubię robić rzeczy dla moich zwierząt, zwłaszcza te do jedzenia. Pozwala mi to nie tylko kontrolować składniki, które trafiają do kociej miski, ale też cały proces ich przetwarzania. To jeden z istotnych dla mnie elementów diety BARF. No dobrze, ale BARF to podstawowe posiłki, a co z tzw. przysmakami? Jak się okazuje można je również bardzo łatwo zrobić samemu.

Zachęcona opisami z rozmaitych stron i forów postanowiłam spróbować swoich sił w zakresie przygotowywania suszonych przysmaków z wołowiny. Przeczytałam wcześniej kilka opisów, a następnie przystąpiłam do pracy. Przyznam szczerze – poszło łatwiej niż się spodziewałam, a debiut uważam za bardzo udany (co istotne – koty również 🙂 ). A więc po kolei:

1. Wybór i przygotowanie mięsa
Mięso, które chcemy suszyć, powinno być chude – duża ilość tłuszczu wydłuży i utrudni proces. Na początek polecałabym zacząć od mięsa mięśniowego (wiem, że są też suszki robione z podrobów, ale wydaje mi się, że na pierwszy moment może to być bardziej skomplikowane). Mięso należy pociąć w cienkie i raczej wąskie paski – dzięki temu będzie się lepiej suszyć, a cały proces przebiegnie sprawniej. Wiem, że niektórzy wolą ciąć mięso lekko zmrożone, jednak z moim przypadku (Wołowina na steki) wystarczył ostry nóż i odrobina cierpliwości.

2. Suszenie
Pocięte na paski mięso rozwiesiłam na kratce dopasowanej do mojego piekarnika. Należy dbać o to by kratka była możliwie czysta, a rozwieszone paseczki nie powinny stykać się ze sobą. Dzięki temu przepływ powietrza będzie lepszy. Piekarnik ustawiłam na ok. 55-60 stopni C, kratkę umieściłam tak, aby mięso było w środkowej części komory piekarnika i zostawiłam lekko uchylone drzwiczki (przyblokowane pudełkiem po zapałkach). Na spodzie położyłam blachę z papierem do pieczenia na wypadek, gdyby coś z mięsa kapało – dzięki temu nie musiałam potem myć dna komory.

Jeśli chodzi o czas suszenia, to u mnie trwało to ok. 5,5 godziny – po tym czasie zdjęłam paski z rusztu i dokładnie sprawdziłam. Większość była już dobrze wysuszona (wyznacznikiem jest to, że przy próbie przełamania kawałka mięso rozwarstwia się na białe „wiórki”), jednak kilka grubiej wyciętych pasków wciąż jeszcze lekko się „kleiło” do palców. Te oporne egzemplarze położyłam z powrotem na blasze z papierem (tej z dna), ustawiłam w połowie wysokości piekarnika i zostawiłam w środku na tej samej temperaturze (55 stopni) na ok. godzinę. Tym razem jednak drzwiczki były już zamknięte. Efekt był doskonały a mięso idealnie się dosuszyło.

3. Przechowywanie
Tutaj zalecenia są różne – teoretycznie jeśli mięso jest dobrze wysuszone, to jest produktem trwałym i nic nie powinno się z nim dziać w temperaturze pokojowej. Wystarczy jedynie umieścić je w szczelnym pojemniku.  Ja natomiast, dla bezpieczeństwa, trzymam moje „suszki” w lodówce – minimalizuje to ryzyko zepsucia się mięsa zanim koty zdążą je zjeść.

4. Wydajność
Do wykonania moich suszków wzięłam 380 g surowej wołowiny. Po zakończeniu procesu uzyskałam 120 g przysmaków. W mojej ocenie to całkiem dobry wynik. No i kotom smakuje 🙂

Podzielcie się swoimi doświadczeniami lub efektami działa – jestem ciekawa jak Wam idą takie „domowe produkcje”.
Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Wołowe suszki dla kota – instrukcja"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Cassie
Gość

A gdyby ustawić na termoobieg to nie trwało by to krócej?
Z ciekawości – ile wtedy taki piekarnik pobiera prądu? Opłaca się to robić? 😀

Daria
Gość

Piekarnik nie pobiera duzo pradu, za 5h moze wyjdzie 20groszy 😉