Nie uszczęśliwiaj kota na siłę

W mojej praktyce zawodowej regularnie zdarza mi się odbywać rozmowy, które dotyczą próby otoczenia opieką kotów odłowionych z tzw. „zewnętrza” i umieszczonych w domach. Jest zimno, poziom empatii w ludziach rośnie, starają się więc pomóc zwierzakom na swój, ludzki sposób. Niestety nie zawsze mądrze.

Takie rozmowy mają zwykle ten sam przebieg: dotyczą podrośniętych lub całkowicie dorosłych kotów, które gdzieś bytują od jakiegoś czasu, nie rzadko są dokarmiane ale kontaktów z ludźmi nie nawiązują i nagle ktoś je łapie po czym umieszcza w zamknięciu. Powody są różne: czasami tak chwalebne i istotne jak leczenie czy kastracja (i to popieram w całej rozciągłości) a czasami zupełnie inne typu: „bo on tam na pewno marznie” albo „bo on taki piękny, wygląda całkiem jak rasowy, to co tak będzie na zimnie siedział”. Jak siedział w lipcowe upały to jakoś nikomu nie przeszkadzało, ale że teraz zima i mróz to nagle ludzi sumienie rusza… Pytanie, które następuje później, zazwyczaj brzmi identycznie: „Jak go oswoić?!”

A moja odpowiedź jest często dla tych osób zaskakująca i wręcz nie do przyjęcia, gdy brzmi: „Nie oswajać. Wyleczyć, wykastrować, odrobaczyć i wypuścić. Dać kotu żyć…”. Po drugiej stronie zwykle następuje wtedy konsternacja.

A teraz kilka słów wyjaśnienia: nie każdy kot jest zwierzęciem domowym. Jeśli od iluś miesięcy/lat zwierzak funkcjonuje na zewnątrz, nie ma wyrobionych podstaw społecznych kontaktów z człowiekiem i od ludzi nie spotkało go dotąd nic dobrego, to nie zmieni swojego zdania w ciągu 3 dni i nie pokocha nagle ludzkości za to, że ktoś go umieścił w cieple, dał kocyk i podstawił pod nos michę. Dla takiego zwierzaka to, co w pełni uszczęśliwia nasze domowe mruczki, jest więzieniem i katorgą. Ograniczenie zasobów, zmiana warunków środowiskowych oraz wystawienie na silny i długotrwały stres mogą nie tylko zrujnować psychikę zwierzaka, ale także jego zdrowie. A próby uporczywego oswajania i przekonywania kota do bliskich kontaktów z ludźmi potrafią kończyć się tragicznie dla obu stron.

Nie każdy miłośnik kotów zdaje sobie sprawę z faktu, że kondycja psychiczna i stan zdrowia są u tych zwierząt niesamowicie bliskie. U kotów zestresowanych, których poziom napięcia psychicznego jest wysoki i utrzymuje się przez czas dłuższy, dochodzi do szeregu zaburzeń zarówno w dziedzinie funkcjonowania organizmu, jak i w postaci kłopotów z psychiką. Koty permanentnie zestresowane cierpią z powodu spadku odporności, , zaburzeń trawienia, problemów ze skórą i sierścią, infekcji dróg oddechowych i moczowych aż do krwiomoczu na tle nerwowym włącznie. Z kolei w spektrum problemów stricte powiązanych z psychiką wymienia się najczęściej kompulsywne wylizywanie, ale też nieuzasadnione sytuacyjnie zachowania agresywne, nadpobudliwość, wykonywanie ruchów frykcyjnych czy też rozładowywanie frustracji na innych kotach bądź ludziach.

Żeby nie było wątpliwości – sama długie lata zbierałam z ulic potrzebujące koty, wiele z nich umieszczałam w nowych domach i do dziś są tam szczęśliwymi i kochanymi mieszkańcami, zasymilowanymi z ludzkimi rodzinami. ALE – to zawsze były koty z odpowiednim nastawieniem społecznym, chętne do kontaktów i dążące do ich nawiązywania. Jedynym wyjątkiem była Kasztanka, kotka po amputacji łapy i z poważnymi urazami, która nie mogła wrócić na swoje podwórko bo by tam zginęła. Trafiła jednak do mądrego i odpowiedzialnego domu, który zapewnił jej warunki kota półdzikiego tyle że w czterech ścianach. Kasztanka żyje, jest szczęśliwa i docenia to, że nikt nie zmusza jej do kontaktów. I jest wyjątkiem, a jej historię można przeczytać tutaj.

Drodzy opiekunowie, wolontariusze, karmiciele – ja rozumiem, że działacie w dobrej wierze, wiem, że chcecie pomóc. Ale nie zaspokajajcie własnych potrzeb niesienia pomocy kosztem zwierząt, które na tym cierpią. Kastrujcie, leczcie a potem koty półdzikie wypuszczajcie z powrotem do ich świata. To nie jest porażka, to specyfika pracy z gatunkiem półoswojonym. A raczej półdzikim. Natomiast w zwolnione w ten sposób miejsce zabierajcie koty porzucone, zagubione i przyzwyczajone do ludzkiej obecności, bo to właśnie one naszej pomocy potrzebują najbardziej.

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

11
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
6 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
AgnieszkaMałgorzata Biegańska-HendrykMarcelinaIzabelaTakara Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Dziękuję za wpis i za takie właśnie podejście.Popieram w pełni a pracuje z kotami wolno żyjącymi ponad 5 lat i też uważam że mają prawo żyć na wolności. Nie każdy mruczek chce mieszkać w zamknięciu. Bardzo cenie sobie Pani prace. A byłam na pierwszym szkoleniu w Poznaniu z pomocy dla kotów:) Jak będzie jakieś we Wrocławiu to na pewno będę:) Pozdrowienia z Wałbrzycha.

Takara
Gość
Takara

Znam to aczkolwiek z zupełnie odwrotnej strony. Czyli chodzi mi o wypuszczanie „dzikich” zwierząt na wolność, bo ludziom się wydaje, że tego właśnie chcą… ale jak ktoś się uprze to ciężko dyskutować.

Izabela
Gość
Izabela

Nie cały tydzień temu uratowałam 4-miesieczna kotkę pół dziką do której nikt nie mógł dojść nawet na metr. Dziwnym i niewyjaśnionym trafem kotka nie tylko dała mi się pogłaskać ale również wziąć na ręce . Odrazu zauważyłam objawy wskazujące na zaawansowany koci katar. Z dnia na dzień malutka co raz lepiej odnajduje się w nowym środowisku i zaczyna okazywać uczucia wobec ludzi. Zgadzam się częściowo z Pani artykułem ale nie całkowicie. Takich przypadków jak ten miałam kilka i we wszystkich kot przystosował się do nowych warunków. Nie wiem czy odpowiedzialnym jest wypuszczać kota z powrotem do miejsca w którym głodował… Czytaj więcej »

Marcelina
Gość
Marcelina

Okej, wszystko ładnie pięknie. Ale co mam zrobić ze strasznie chudym, zaniedbanym kotem? Według twoich rad powinnam co najwyżej go wyleczyć i wypuścić na wolność. Tyle że to nic nie da. Taki „swój teren” po którym chodzi jest za daleko, bym mogła codziennie przynosić mi chociaż trochę jedzenia. Do tego ludzie się nad nim znęcają, podejrzewam, że rzucają w niego kamieniami czy czymś podobnym. Więc mam go teraz tak po prostu zostawić?

Marcelina
Gość
Marcelina

Do tego w moim mieście już słyszałam o przypadkach, w którym ludzie wrzucali do karmy dla takich bezdomnych zwierząt gwoździe albo trutki.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Świetny wpis. Uświadamiający w prosty sposob jak sobie radzić w takich sytuacjach