Mleko w kociej diecie

O tym jak niewskazane jest podawanie dorosłym kotom mleka krowiego pisałam już wielokrotnie, w różnych miejscach. I nie tylko ja. Informacja o tym powtarzana jest w wielu poradnikach, na blogach czy portalach dla kocich opiekunów i jest jak najbardziej słuszna. Większość autorów, jako główny argument przeciwko udziałowi tego składnika w kociej diecie, używa kwestii nietolerancji laktozy – koty po okresie dzieciństwa przestają produkować enzym zdolny do trawienia tego cukru (czyli laktazę) i dlatego mleko krowie wywołuje u nich biegunki. I owszem, jest to argument słuszny i wskazany. Ale nie jedyny.
Mało kto pisze o innych konsekwencjach udziału mleka w kociej diecie. Informacje takie znajdują się m.in. w artykule pt.: „Zagrożenia płynące z prowadzenia ograniczonego żywienia surowcowego u psów i kotów”, z magazynu VET-Personel (1/2014). Można tam przeczytać następujący fragment:
„W przypadku kotów pojonych dużymi ilościami mleka krowiego (powyżej 30 ml – 2 łyżki dziennie) następuje zaburzenie proporcji składników mineralnych, co skutkuje obciążeniem układu wydalniczego, a w szczególności nerek (w wyniku karmienia nabiałem mlecznym z wysoką zawartością kazeiny w skrajnych przypadkach może dochodzić do mocznicy, a nawet niedoboru niezbędnej dla kotów argininy). W wyniku słabej strawności cukrów prostych u kotów wzmagają się procesy fermentacji – w związku z czym zaburzona jest strawność i przyswajalność składników odżywczych z pokarmu. W okresach długich prowadzi to do niedoborów oraz osłabienia funkcji organów wewnętrznych i zwiększonej podatności na choroby z nimi związane.”

Jeśli więc kogoś nie przekonał dotąd argument o nietolerancji laktozy (bo akurat jego kot nie czuje się źle po mleku), powyższy cytat powinien rozwiać jakiekolwiek wątpliwości. Pozostaje jednak jeszcze jedna kwestia…

A co z elementem  smaku? Wielu opiekunów podaje kotom nie tyle samo mleko, co mleczne przetwory: śmietanki, jogurty (o zgrozo – często owocowe!) czy twarożki uznając, że to dla nich zdrowe, ale przede wszystkim… smaczne. Bo faktycznie sporo kotów lubi mleko. Idąc za tym upodobaniem powstały też dedykowane produkty mleczne, teoretycznie dostosowane do kocich potrzeb: bezlaktozowe „kocie” mleka, przekąski mleczne czy serowe i inne tego rodzaju wynalazki. Czy więc takie elementy mogą się w kociej diecie pojawiać?

Niestety odpowiedź nadal brzmi: NIE. Mleko jest pokarmem kocich noworodków i tylko w tym okresie jest im faktycznie potrzebne. Wraz z rozwojem kociego organizmu zwierzak uczy się przyswajać potrzebne mu składniki odżywcze z mięsa i to właśnie miso, a nie mleko, jest źródłem tego, co kotu faktycznie do życia jest niezbędne. Co więcej – dzięki procesowi glukoneogenezy kot wytwarza sobie potrzebną mu glukozę z obecnych w diecie białek pochodzących z mięsa swoich ofiar. Nie potrzebuje więc dodatkowych źródeł cukrów prostych, a tym właśnie jest mleko – ogromnym ładunkiem węglowodanów, całkowicie zbędnych w kocim procesie trawienia pokarmu. Mleko jest więc w kociej diecie tym, czym w diecie człowieka są lody – całkowicie zbędnym elementem, który przysparza więcej szkody niż pożytku.

Wniosek jest zatem prosty – kotów po okresie odsadzenia (czyli po 8-9 tygodniu życia) mlekiem nie poimy w trosce o ich dobrostan i zdrowie. Ani krowim, ani kozim, ani żadnym innym. Jeśli chcecie poczęstować Waszego pupila czymś smacznym – polecam zdrowe przekąski z suszonego mięsa czy ryby albo odrobinę wysokojakościowej zbilansowanej karmy mokrej.  Będzie to rozwiązanie optymalne dla wszystkich stron.

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o