„Koci pyłek” – co to takiego?

Dziś chciałam się z Wami podzielić pewną ciekawostką z kociego świata. Ale najpierw pytanie: czy zauważyliście, że po jakimś czasie dzielenia domu z kotami, że w miejscach o które Wasi podopieczni często się ocierają, pojawia się szaro-srebrzysty lekko tłusty nalot? A czy wiecie, że ów nalot jest dla kotów niezwykle istotny? No właśnie… Każda perfekcyjna gospodyni zapewne szybciutko ruszy ze ścierką i detergentami, by usunąć zabrudzenie pozostawione przez kocich domowników, a w duchu zwymyśla tego, kto powiedział, że koty to „czyste zwierzęta”. Tym czasem takich zabrudzeń nie należy usuwać, zwłaszcza gdy mamy w domu więcej zwierząt, gdyż możemy w ten sposób naruszyć kocią równowagę grupy. Rozchodzi się, jak z resztą bardzo często w kocim świecie, o indywidualny zapach…

To, co widać na framugach, rogach szafek i ścian, to efekt odkładania się wydzieliny gruczołów łojowych umieszczonych na skórze kota, ale także gruczołów feromonowych! Ja nazywam to „kocim pyłkiem”. Jego funkcja jest bardzo ważna – w ten sposób koty znakują, podpisują i dzielą przestrzeń w domu. Oswajają ją i sprawiają, że dom jest „ich” domem, a dany fragment pokoju „ich” miejscem. Bez tych oznaczeń zapachowych kot może poczuć się zagubiony i obcy we własnej, pozornie znanej, przestrzeni. To przetrwałe zachowanie terytorialne, związane z komunikowaniem się kotów na odległość, które jest dla naszych pupili ważniejsze niż może się nam wydawać.

Dlatego proszę – nie zmywajcie tych śladów, a jeśli już musicie, to na pewno nie usuwajcie wszystkich na raz. Koty ich potrzebują tak samo jak pełnej miski i czystej kuwety – bez nich nie czują się w pełni szczęśliwe i bezpieczne.

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o